niedziela, 29 sierpnia 2010
Pilny telefon
Dziś koło 13 zadzwoniła babcia z prośbą o kupno maści dla psa (ketrymazolu) jakoś tak. Tyle że apteka czynna jest do 14:00, a lek potrzebny na dziś. Szybko się więc ogarnąłem i pojechałem po lek. Następnie zawiozłem go do babci, która tłumaczyła się tym, że nie chciała taty zajmować jak ją odwoził do domu z kościoła. Ponieważ jeszcze musiał się przygotować na mszę dożynkową w Krzywicy. Oczywiście lek kosztował 3,5, a babcia zwróciła mi 15 zł . Opowiadała o Lolku którego nie widziałem na oczy nie wiek kto to jest. Mam jedynie jego zarys z opowiadań. Po powrocie do domu zjadłem obiad i wyszykowałem się do kościoła. Założyłem swoją czarną marynarkę, w której praktycznie nie mam gdzie chodzić. Kupiłem ją chyba w zeszłym roku bo mi się niesamowicie podobała i do tej pory podoba tyle, że nie ma okazji gdzie można, by ją założyć. A szkoda! Może w niedługim czasie się znajdzie.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz