sobota, 28 sierpnia 2010

28.08.10

Dziś był pochmurny dzień i wyglądało, że lada moment się rozpada. Wyszedłem kosić. Ile zdążę tyle będzie najpierw dwa trawniki przed domem jakoś się udało no to od wschodniej strony wykosiłem, ale dalej pochmurno wietrznie średnio przyjemnie. Spadło parę kropel już zacząłem chować sprzęt lecz tylko zostało mi jeszcze za domem do skoszenia od południa. Po minucie patrzę a tak na prawdę to już nie pada więc dalej do dzieła. Jeszcze w trakcie przyszła mama powiedziała, że usmażyła jakiegoś placka i bym przyszedł do domu na chwilę. Zjadłem i skończyłem całe podwórze kosić. Postanowiłem się przejść do babci wychodzę a tu niezły deszcz więc z powrotem po parasol. Wziąłem jeszcze po drodze klucze do furtki z samochodu i powiedziałem tacie, że idę do babci. Tata powiedział aby poczekać, bo zaraz będzie jechać więc poczekałem 20 minut i razem pojechaliśmy do babci. Przy wejściu standardowo siedziały koty. Małego złapałem i wziąłem do środka, natomiast kotkę babcia przytrzymała przy drzwiach a ja ją wyrzuciłem ponieważ już prawie się prześlizgnęła. Mały nawet w pewnym momencie zaczął mruczeć. Jamnik natomiast nie mógł znieść, że kot jest w domu i ciągle obchodził fotel dookoła. Tak naprawdę Fred boi się małego kota jak zobaczy go przy wejściu na schodach to to z domu nie wyjdzie. W pewnym momencie zaczął sikać na fotel i babcia musiała interweniować. Przy wyjściu poprosiła jeszcze tatę o wypłatę pieniędzy z bankomatu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz