środa, 4 sierpnia 2010

Kumpel z liceum

Znowu ta monotonia przez cały dzień przesiedziałem przed kompem i telewizorem. Wieczorem dopiero wyszedłem na rower zrobiłem ok. 25km wracając już do domu minął mnie żółty motocykl HONDY na odcinku trasy 634 poczym zatrzymał się koło cmetarza. Po zdjęciu kasku okazało się że to kumpel z liceum - Karol. Tak samo nie może sobie znależć miejsca jak ja nie ma obecnie roboty a z dziewczyną zerwał. Promieniuje od niego niesamowita pozytywna energia, że odrazu potrafi naładować drugiego człowieka pozytywnie do świata. Około godziny 23. zadzwinił zpytał się odrogę do Janowa...? Rudy Janowskiej...? Jakoś tak? Sprawdziłem odrazu i pokierowałem. Mam nadzieję że trafi, że dobrze i jasno się wysłowiłem. Takie rzeczy pokazują że jestem jeszcze komuś potrzebny i jeszcze komuś potrafę pomóc.
Po raz kolejny odniosłem porażkę. Na portalu randkowym wysłałem do kolejnej osoby i po raz kolejny nie dostałem odpowiedzi. Z tego co zdążyłem się zorientować to trzeba być miłym, sympatycznym, MIEĆ TO COŚ, mieć dobry tekst - nie banalny, w miarę wyglądać itp. Dwukrotnie organizowałem jakieś wyjście raz do teatru raz do kina nikogo chętnego, a raczej żadna chętna się nie znalazła. Najprawdopodobniej w nie długim czasie usunę konto na tym i innych tego rodzaju portalach, gdyż takie zabieganie o czyjeś względy nie ma sensu przynajmniej o kilka kont mnie do logowania. Tyle, że będę musiał przełamać swoje tchórzostwo i podejść do jakiejś dziewczyny no i nie spalić tego. Po czym też nie wiadomo jaki będzie dalszy przebieg wydarzeń. Prawdopodobnie kolejny kosz tyle, że to bardziej.... upokarzające, powiększające jeszcze wielkość mojej porażki i tego co jestem wart. Zalecanie się na jawie potrafi być dużo boleśniejsze niż wirtualna odmowa. Może kiedyś się uda. Grunt to dążyć do określonych sobie celów i nie zniechęcać się.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz