poniedziałek, 16 sierpnia 2010

16.08.10

Dziś standardowo wstałem o 12. Zjadłem i pojechałem z tatą do babci zawieść ogórki i słoiki, żeby babcia zakwasiła ogórków oraz kilka nie potrzebnych rynien. Babcia nimi odprowadza wodę z rynien spod domu, by nie stały tam kałuże. Jak przyjechaliśmy to babcia miała mokre włosy, gdyż szykowała się do lekarza. Chciała, żeby jeszcze wyciąć bluszcz, który zaczął wrastać w dach. Z początku nie wiadomo było o które pnącze chodzi ponieważ były poplątane. Po ścięciu jeszcze się nie chciało oderwać. Trzeba było z drabiny sięgnąć. Następnie pojechaliśmy do drugiej babci zobaczyć czy się da ściągnąć płot i zespawać z powrotem, o który ktoś się otarł i wyłamał przęsło przy słupku. Ponaciągaliśmy i trzeba będzie coś tam jakiś metal wtopić, ponieważ jest za duża przestrzeń pozostaje, której nie da się skorygować. Przy wejściu do domu na werandzie siedziały koty stary i młody. Mały próbował przede mną uciec i schować się w przejściu między schodami a piwnicą, gdzie prze prowadzony jest wąż ogrodowy. Lecz niestety przeliczył się o jeden schodek. Zagrodziłem mu drogę rozcapierzonymi dłońmi. Zdenerwował się niesamowicie zafuczał słabo mu to wyszło - ledwo usłyszałem. Następnie jak go złapałem i podniosłem to jeszcze raz zafuczał. Ponoć to najdzikszy kot ze wszystkich, który nie dawał się złapać. Wziołęm go na ręce i przytuliłem. Przez dłuższą chwilę próbował się wyrwać nawet zrobił tylnym pazurkiem centymetrową kreskę na tyle, że się zaczerwieniła, ale ślad do wieczora znikną. Nie miałem bluzki to pewnie dlatego. Posiedzieliśmy trochę u babci i przez parę minut chciał się uwolnić szukając ciągle ucieczki. Jak zobaczył , że tu nie jest w sumie najgorzej. Cały czas go praktycznie go głaszczę lub drapię za uszami uspokoił się i jego rytm serca zwolnił. Po czym zszedł mi z brzucha i położył się między mną a oparciem fotela podniósł głowę i patrzył się na mnie swymi zielony, niewinnymi mi oczkami. Jak wychodziliśmy to go wyniosłem z powrotem dwór, ponieważ w domu jest pies nigdy nie wiadomo  jak zareaguje na kota. Jak wróciliśmy to Ania z Sarą wybierały się do Wołomina do Rossmana przypomniałem, żeby kupiły mi żel pod prysznic zdając się na ich gust. Sara stwierdziła, że lubi kupować - doradzać chłopakom żele, dezodoranty takie tego typu rzeczy. Sara do domu wróciła przed 22, gdyż umówiła się z Bartkiem i zaszłą prosto jak wracała z Wołomina. Podobno Luiza robi się zazdrosna o Sarę. W sumie nic dziwnego Sara często tam przebywa, lubi męskie towarzystwo, lubi być w centrum uwagi, żeby się nią zajmować, każdy się tylko pyta czy nie jest głodna czy czegoś jej nie potrzeba. A Luiza? Jest już jak zwykły domownik. Wracając do mnie rodzice pojechali na rowery i jak wrócili to pojechaliśmy jeszcze raz do babci z drabiną ściąć górną część tej pioruńskiej rośliny. Tata wszedł ściął górną część i oberwał kulką do czerpania wody. Nie obeszło się bez asysty eksperta Staśka, Który wspierał nas swoimi mądrościami. Ten bluszcz wrósł pod dach a następnie wyszedł na wierzch. Gdyby zaczął się bardzie rozwijać za parę miesięcy mógłby wyrobić więcej szkód. Po powrocie do domu zacząłem dalej sprzątać regał przy drzwiach, a następnie porządek z płytami. Ania natomiast powycierała półkę nocną oraz prawie regał przy wejściu - bez górnej półki. Wieczorem rozszalała się przelotna burza. Popadało z parę minut zacinając. błyskało się dobre dwie godziny, aż w pewnym momencie przerwało mi Housa na parę minut. Tłumacząc się słabym sygnałem Chamstwo. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz