środa, 8 września 2010
Pośredniak
Dziś pojechałem po raz kolejny do urzędu pracy w Tłuszczy próbując się zarejestrować. Dziś dobrze trafiłem ponieważ decyzja ma być na 30 września i tego dnia mam się zgłosić. Czyli już po przylocie z Monachium. W urzędzie wszystkie panie ile ich tam było były dla mnie miłe. Począwszy od tej co się u niej rejestrowałem przez tą w pokoju nr 7, która to zajmowała się organizacją kursów oraz jak najlepszym ich dobraniem do konkretniej osoby. A skończywszy na pośredniku pracy, gdzie dostałem termin 08.12.10 zgłoszenia się do niej. Niby nic, ale tu poczekać tu posiedzieć i się zeszło z godzinę co najmniej. Idąc od stacji zaszedłem do babci Jadzi na kawę. Babcia oczywiście zrobiła coś do jedzenia - kotlety sojowe, kluski te co babcia robi zawsze i fasolka do tego. W domu czekało mnie zmywanie oraz pomału pakowanie na piątkowy ranny wylot.
wtorek, 7 września 2010
Skórzane buty
Dziś pojechałem jeszcze raz do Wola Park gdzie miałem zarezerwowane buty. Wcześniej jednak zajechałem do uczelni do dziekanatu zdać indeks ponieważ tata nie dawał już mi spokoju. Buty, o których mowa po przymierzeniu oczywiście były w sam raz więc już bez żadnego wahania poprosiłem o zapakowanie i policzenie na kasie wybiło 319 zł, ale za to skórzane i firmowe, a przede wszystkim takiego samego koloru oba buty. Nie będę o nich myśleć ciągle jak wyglądają, czy dobrze zrobiłem, czy bardzo się rzuca w oczy. Zwrotów natomiast nie ma. Jedynie zamiana w jakimkolwiek sklepie tej sieci w ciągu 14 dni z paragonem tyle, że ja bym nie miał na co zamienić w tym sklepie na coś innego, więc ta opcja nie wchodziła w grę. Z ulewnej Warszawy, gdzie nastrój panował przygnębiający ja paradowałem pod parasolem tryskając uśmiechem nawet siedząc w pociągu. Przed odjazdem kupiłem jeszcze słuchawki do mojej Nokii. Świra już można dostać chodzić i nie słuchać muzyki czy to w pociągu czy autobusie czy spacerując gdziekolwiek. Ta przyjemność kosztowała mnie 50 zł. Wracałem pociągiem 17:10 z Warszawy. Około 17:43 byłem w Klembowie natomiast na 18:00 byłem umówiony z ciocią Niną. Po drodze jeszcze zadzwoniła ciocia zapraszając i mówiąc, że już jest w domu. Ja poinformowałem natomiast, że się parę minut spóźnię. Do domu wpadłem tylko zostawić torbę, buty i wysikać się i dalej poleciałem do cioci. Oczywiście w trafiłem na obiad zupę oraz łososia z ryżem i warzywami. Porozmawialiśmy trochę z godzinę może 1,5 h i ciocia z wujkiem jechali do Zbyszka po mleko by komuś je zawieść. Przy wyjściu jeszcze do stałem kopertę, której za chiny nie potrafiłem się wyprzeć oraz czekoladę. Ta koperta to prezent od wujka tylko tak właściwie nie wiem dokładnie za co. Po przyjściu do do mu okazało się iż w kopercie znajduje się też suma z dwóch banknotów tylko tym razem były to pięćdziesiątki, ale nie waluta też inna - Euro.
poniedziałek, 6 września 2010
Buty
Dziś obudziłem się o dziewiątej lecz jak wstałem było przed 11:00. Wyrobiłem się na pociąg 12:01 - całe szczęście. Najpierw pojechałem na Górczewską linią 190 do Wola Park poszukać moje dłużnika Jacusia. TP-sy tam nie znalazłem lecz Orange i owszem lecz jego tam nie było pokręciłem się trochę po supermarkecie i z powrotem wróciłem na Wileniak. Byłem tam umówiony z Pawłem. Pogadaliśmy trochę co może zrobić i o jego stanie zdrowia spacerując Białostocką -> Ząbkowską -> Targową -> Wileniak, gdzie już czekała na mnie siostra. Mieliśmy się spotkać i razem jechać do Arkadii lecz mama czego tam do oddania nie wzięła i pojechaliśmy do M1, a następnie do CH Targówek. Chodziliśmy głównie za butami dla mnie. Ja właściwie miałem już upatrzone lecz w obu tych galeriach w Venecji nie było tych rozmiarów albo modeli. Do Arkadii już sam pojechałem zobaczyć czy jeszcze są te buty. I owszem były tyle, że jeden z wystawy i wydawało mi się, że się zbyt mocno różnią kolorystycznie. Po dłuższym zastanowieniu podziękowałem lecz pani była na tyle była miła i sprawdziła w których sklepach mogę jeszcze ten model zastać. Nawet próbowała się skontaktować z paroma sklepami lecz bezskutecznie - nikt nie odbierał dała mi namiary na sklepy w których jest najwięcej tych modeli i ulotkę z numerami do wszystkich sklepów Venezia bym mógł się zorientować czy jest mój rozmiar i ewentualnie zarezerwować. Bez wcześniejszego dzwonienia pojechałem do Złotych Tarasów, gdzie nie znalazłem swojego rozmiaru był jedynie 43. Jak wyszedłem zadzwoniłem do paro sklepów tej sieci i na mokotowie powiedziano mi, że nie mają, na Sadybie nie odbierali, a na Wola Park mieli więc zarezerwowałem do jutra. Jeśli te będę bardziej do siebie podobne to wezmę. Inwestycja warta 319 zł, które nie można zwrócić jedynie zamienić w każdym sklepie tej sieci na terenie kraju. Jeśli nie mi się nie spodobają będę szukać dalej. Co mam do stracenia. Wracałem do domu dopiero 20:10. Kupiłem jeszcze po drodze sobie swoje ulubione piwo Żywe. A co!
niedziela, 5 września 2010
05.09.10
Dziś przewałęsałem się przez cały dzień. Na 18:00 poszedłem ze wszystkimi do kościoła. Założyłem swoją skórzaną kurtkę, którą kupiłem sobie na wiosnę na 3/4 pensji 1299 zł, ale 100% skóra. Dziś odprawiał nowy wikary proboszcz nawet się nie pokazał przez całą mszę nawet komunię sam dawał młody.
sobota, 4 września 2010
Spodkanie z kumplami
Wczoraj praktycznie nigdzie nie wychodziłem, gdyż nie było takiej potrzeby. Szykowałem się za to na wieczór do Kamila. Umówiliśmy się że się spotkamy i posiedzimy przy piwie jak oni wrócą od Luizy. U Luizy przestawiał Kamil z Białym meble. O 18:30 zjawiłem się z dwoma Tyskimi ale Kamila jeszcze nie było pojechał się przejechać motorem. Oni - Kamil, Luiza, Tomek, Kasia oraz tata Kamila preferowali wódkę ja wolałem zdecydowanie piwo. Nienawidzę wódki. Na stole były dwa półmiski z chipsami, wędlina, pieczywo, po jakimś czasie też i sałatka przygotowana przez panią Małgosię oraz mój przysmak grzybki duszone i sosie. Były nawet ogórki chili. Po tym miłym spotkaniu stwierdziłem, że czas na mnie - była jakaś 22:00. Kamil z Białym mnie odprowadzili postaliśmy jeszcze z 30 minut pod furtką u mnie pogadaliśmy, pośmialiśmy się i 22:35 rozstaliśmy się na dobre. Kamil przez ten czas wypalił dwa szlugi ponieważ i tu nowość wprowadzono ZAKAZ palenia w domu u Józwiaków i teraz wszyscy co chcą zapalić wychodzą na balkon lub na podwórze. Sądzę, że to rozsądna decyzja, gdyż zdaje mi się iż mniej palą przynajmniej Kamil i nie czuć w domu dymu papierosowego.
piątek, 3 września 2010
Imieniny
Dziś wstałem o 9:00 i zrobiłem to o co mama mnie poprosiła, czyli namoczyłem kuchenkę i pozmywałem tyle ile zdążyłem. O 10:31 miałem pociąg do Wołomina. Dziś byłem umówiony na 11:20 na pole widzenia oraz o 12:00 na USG oka, a następnie z wynikami do przychodni do doktorki. Jak zszedłem i spytałem się o numerek i ile jeszcze osób przede mną okazało się że na wchodziło mnóstwo osób niby się tylko "spytać" i pozostali w środku obecnie wchodził 13 numerek ja miałem 24 na przychodziło jeszcze wcześniejszych przez co się kolejka tylko wydłużała. Po półtorej godzinnej w końcu nadeszła moja pora i co się okazało, że nie ma mojej karty więc z powrotem z gabinetu szorować do rejestracji dowiedzieć się - dlaczego? W rejestracji pani mówi że ja byłem do jakiejś innej doktor zapisany do gabinetu nr 6 a czekam do 8 więc tłumaczę, że jak zszedłem do przychodni to wszyscy czekali tylko do tego gabinetu a nie zaułwarzyłem, aby ktoś wychodził z 6. W drodze wyjątku jako ostatniego pani doktor z 8 mnie przyjęła w szpitalu zeszło mi się ok. 4 godzin ze wszystkim dostałem kolejne skierowanie na badania tyle, że do Warszawy przepisała witaminy i powiedziała, że za bardzo się rozglądałem ale to może być taka budowa oka, gałki ocznej jakoś tak. Po powrocie posprzątałem trochę w domu poodkurzałem, ponieważ dzisiaj mama wyprawiała swoje imieniny pierwszy jak zwykle był Stasiek przybył po 17:00 następnie babcia Jadzia o 18:00. Parę minut po nich przyjechała ciocia Marzena z babcią Wiesią a na drugi samochód Maciek z Mariką. Zaraz po nich kolejny dzwonek do drzwi i kolejni goście a mianowicie wujek Paweł, ciocia Halina i Kasia. Rodzinna atmosfera trwała do przeszło 23:00. Nie licząc Staśka to pierwsi gości wyszli parę minut po 23:00. Siedząc i pisząc ten post w pewnym momencie poczułem jakbym odpłyną nie myślałem o niczym nie czułem nic no może lekkość i niebiańską przyjemność, oderwanie od rzeczywistości - takie jakby chwilowe zawieszenie - a może to napad epilepsji? Sam już nie wiem z jednej strony niesamowicie przyjemne uczucie, a z drugiej zagrożenie dla mojego zdrowia.
czwartek, 2 września 2010
Hair Club Warsaw
Dziś był wspaniały dzień i nie chodzi tu o pogodę bo była do bani. O 10:00 zadzwonił budzik przestawiałem go kilkakrotnie w końcu wstając przed 11:00. Wyszykowałem się i pojechałem do Warszawy pociągiem 12:31 wcześniej jeszcze zaszedłem do babci zanieść mapę trasy do Legionowa do lekarza okulisty do którego na babcię zawieść Heniek. Po zajściu do babci klamka drzwi wejściowych była zamknięta na klucz lecz na podwórku stał Stasiek z Heńkiem. Więc podszedłem i dałem Heńkowi mapkę jak ma tam dojechać i ruszyłem dalej do pociągu. Kupiłem w kasie biletowej - otwartej od 1 września. Już nie trzeba było u kierownika pociągu sterczeć i albo się doczekało albo przejechało na gapę. Po dojechaniu na dworzec Wileński poszedłem na Carrefour kupić coś do picia. Wziąłem Nałęczowiankę cytrynową oraz gumy do żucia a następnie skierowałem się na 162 kierunek EC Siekierki. Wysiadłem na PKP powiśle i przeszedłem jakieś 500 m. I znalazłem się przy kruczkowskiego 6. Lokal 3 od razu odnalazłem poznając po szybie na drzwiach na których widniał napis HAIR CLUB WARSAW a przy stoliku przy tych drzwiach siedziały dwie kobiety i piły kawę - chyba tam pracowały. W środku siedział facet i kobieta na kanapie rozmawiając ze sobą. Jak mnie zobaczyli umilkli i zainteresowali się co chcę. Po otrzymaniu odpowiedzi poprosili o kupon po czym zaproszono mnie na fotel. następnie o przesiadkę by umyć głowę. Następnie nałożono mi jakąś odżywkę Kerastase - jakoś tak i nałożono jakąś maszynę parową. Kolejną rzeczą było ponowne umycie głowy a następnie zaproszono mnie na fotel do strzyżenia, gdzie pobyłem się sporej ilości włosów na końcu ułożono włosy pastą i utrwalono sztyftem. Wypytałem się co jak najlepiej stosować a więc przenigdy żelu tylko pastę co najwyżej do układania włosów, jak nie trzeba to nie stosować suszarki oraz używać jakich odżywek do włosów by je nawilżać i do witaminować. Wracając od stacji zaszedłem do babci Wiesi przestawić kosz od śmieci bliżej domu za jakiś czas przyjechał tata i razem wróciliśmy do domu. Ja długo nie usiedziałem ponieważ na 18:00 byłem umówiony z ciocią Ninką i Agnieszką. Wrócę a pro po jeszcze tej szalonej pogody dziś na zmianę raz zakładałem okulary przeciw słoneczne raz otwierałem parasol. Niezdecydowana pogoda.
środa, 1 września 2010
Śpiący dzień
Od jedenastej próbowałem się ściągnąć z łóżka następnie ok. godziny 12:00 po powrocie z rozpoczęcia roku szkolnego mama. Nic! Dopiero o 13:00 przemówiłem sobie do rozsądku. O 16:00 tata wrócił ze szkoły mimo, że dziś jeszcze nie było lekcji. Wszyscy dziś chodziliśmy nie wyspani i rozkojarzeni przez tą pogodę. Postanowiliśmy pojechać do Makro po parę rzeczy głównie jedzenie i proszek do prania oraz parę nieplanowanych drobiazgów. Po powrocie do domu sporządziłem babci mapę do Legionowa o którą prosiła. Dziś jeszcze się przypominała.
Subskrybuj:
Posty (Atom)