wtorek, 31 sierpnia 2010

Pobranie krwii

Dziś budzik nastawiłem sobie na 7:57 jak zadzwonił to po jakichś 5 minutach się ściągnąłem z łóżka. Umyłem głowę i wyszykowałem. Pociąg miałem o 9:31. Poszło wszystko z planem swój czas zagospodarowałem niemal że do ostatniej minuty. W szpitalu na Wolskiej na oddziale dziennym byłem o 10:40 a pobrania są do 11:00 sądząc, że zaraz stamtąd wyjdę mocno się myliłem od samych drzwi wejściowych stała kolejka do recepcji z jakieś 5-6 osób. Zapytałem kto ostatni do zabiegowego, odpowiedziano mi, że najpierw trzeba się zarejestrować, a następnie ustawić się w kolejce do zabiegowego. Poczekalnia do lekarzy i do zabiegowego była pełna na full. Łącznie zeszło mi się tam 1:40 rejestracja + zabiegowy. Mam się teraz zgłosić za trzy tygodnie po odbiór wyników. Jak wysiadłem w Klembowie to kropił spory deszcz zaszedłem więc do babci napiłem się herbaty jak zwykle babcia chciała dać mi koniecznie coś jeść. Lecz dziś po kilku razach podziękowań zrezygnowała. Jak wychodziłem to już niezły deszcz padał to znowu parasolkę jakąś chciała mi babcia dać. Lecz i tym razem się wyparłem i wolałem zmoknąć. Po przyjściu do domu od razu się przebrałem w suche rzeczy. Wieczorem jeszcze podjechaliśmy do babci Wiesi przestawić kosz ze śmieciami bliżej furtki oraz zawieść prostownik ponieważ cioci Fiat po tygodniu nieużywalności odmówił posłuszeństwa.

poniedziałek, 30 sierpnia 2010

SALT

Obudziła mnie mama mówiąc, żebyśmy nie zaspali na pociąg i pojechała do Warszawy. Za jakiś czas zaczęła mnie dobudzać siostra, z którą mniałem iść do kina. Za drugim zazem się jej udało było jakieś 10:20. Jak ustaliliśmy dzień wcześniej mieliśmy jechać 11:31 z Klembowa. Jak doszliśmy na staję standardowo kasa była zamknięta i trzeba było kupić bilet u kierownika pociągu. Na peronie czekała również pani Michalska, Rakowski z kolegami, za jakiś czas dołączyła do nich Marta Sz. a także Norbert Esman. Jak wjechał pociąg w peron wszyscy na "hura!" w siedli w pierwsze drzwi by kupić bilet na przejazd. Ledwo wszyscy się tam pomieścili chętnych na kupno biletu było chyba z 20 osób. Okazało się, że kierownika nie ma w przedziale służbowym i nie ma gdzie kupić biletu. Wszyscy więc czekali w tłoku w pierwszych drzwiach, aż przyjdzie. Przyszedł ale dopiero ok. Wołomin Słoneczna - Wołomin. Ci którzy jechali do Wołomina wcale się nie upominali o bilet tylko przejechali jeszcze jedną stację i wysiedli natomiast reszta kupowała po kolei - niewiele już ich zostało. Po dojechaniu na Wileniak Ania kupiła dwa 20 minutowe lecz i tak tylko 1 skasowała w 28 ponieważ podczas podróży Do Arkadii wysiadająca starsza pani oddała swój dobowy bilet ważny do jutra do 8:13. W kinie byliśmy jeszcze godzinę przed czasem więc kupiliśmy bilety w automacie ponieważ w normalnych kasach kolejka była dość duża. I poszliśmy kupić coś do picia i chrupania. W jednym ze sklepów z butami dojrzeliśmy iż pracuję tam Karolina Demianowska. Zaszliśmy jeszcze do Home&You Ania kupiła mamie rękawicę kuchenną - z okazji zbliżających się imienin. Ja natomiast kupiłem mamie kubek dla nauczyciela oraz dla siebie gazety - Logo i Wyborczą. Obojgu nam podobał się film. Był to Hollywood' s film z Ageliną Jolie i Danielem Olbryskim w rolach głównych. Obu tych aktorów bardzo lubię i cenię, gdyż uważam, że są jednymi z najlepszych ma świecie. Po filmie rozejrzeliśmy się za t-shirtem dla cioci. Następie poszliśmy do Superfarmy po płatki. Wychodząc zaszedłem jeszcze po kawę do Coffee Haeven. Następnie wsiedliśmy w nadjeżdżającą 18 i pojechaliśmy nią na pl. Konstytucji poszliśmy na Koszykową do sklepu fryzjerskiego po mój szampon. Wyszliśmy lecz jeszcze zadzwoniłem do cioci Joli spytać się czynie wziąć dla niej farby. Jola powiedziała, że na razie nie jeszcze nie sprawdziła ole ją to wyniesie kupno przez internet a chciała by powrócić do swojego naturalnego koloru. Poliśmy spowrotem na przystanek i czekaliśmy na 4 lub 18 w stronę Służewca, Wyścigów. Lecz na złość jechały same 35 -> Okęcie. Jak podjechała trzecia z rzędu wsiedliśmy gdyż już zaczynało padać i ta sytuacja mnie denerwowała. Przejechaliśmy dwa przystanki i wysiedliśmy na Metro Politechnika przesiadając się biegiem w metro, ponieważ najpierw padało, a potem pociąg wjeżdżał w peron. Dojechaliśmy na Wilanowską i pospacerowaliśmy do Galerii Mokotów tam w REserved znaleźliśmy interesujący nas t-shirt i kupiliśmy go. następnie pokręciliśmy się jeszcze trochę i z powrotem do metra poszliśmy tym razem stają docelową było Ratusz Arsenał. Na przystanku oczekując tramwaju lub autobusu podleciała do Anki Marta Gomółka witając się. Z początku nie wiedziałem kto to w ogóle jest dopiero po jakimś czasie skumałem kto to. Przy kasa biletowych natomiast spotkaliśmy Olę Białek z Tłuszcza i jakiegoś Mateusza z Nieporętu koledzy Ani z klasy. W domu czekały na nas kotlety z pomidorami i cebulą. Po kolacji zadzwoniłem i umówiłem się z ciocią Ninką na czwartek w godzinach popołudniowych. Przegapiłem tylko jeden odcinek mojego ulubionego serialu dr Housa dopiero się zorientowałem jak zaczynał się drugi. Dobre i to. 

niedziela, 29 sierpnia 2010

Pilny telefon

Dziś koło 13 zadzwoniła babcia z prośbą o kupno maści dla psa (ketrymazolu) jakoś tak. Tyle że apteka czynna jest do 14:00, a lek potrzebny na dziś. Szybko się więc ogarnąłem i pojechałem po lek. Następnie zawiozłem go do babci, która tłumaczyła się tym, że nie chciała taty zajmować jak ją odwoził do domu z kościoła. Ponieważ jeszcze musiał się przygotować na mszę dożynkową w Krzywicy. Oczywiście lek kosztował 3,5, a babcia zwróciła mi 15 zł . Opowiadała o Lolku którego nie widziałem na oczy nie wiek kto to jest. Mam jedynie jego zarys z opowiadań. Po powrocie do domu zjadłem obiad i wyszykowałem się do kościoła. Założyłem swoją czarną  marynarkę, w której praktycznie nie mam gdzie chodzić. Kupiłem ją chyba w zeszłym roku bo mi się niesamowicie podobała i do tej pory podoba tyle, że nie ma okazji gdzie można, by ją założyć. A szkoda! Może w niedługim czasie się znajdzie.

sobota, 28 sierpnia 2010

28.08.10

Dziś był pochmurny dzień i wyglądało, że lada moment się rozpada. Wyszedłem kosić. Ile zdążę tyle będzie najpierw dwa trawniki przed domem jakoś się udało no to od wschodniej strony wykosiłem, ale dalej pochmurno wietrznie średnio przyjemnie. Spadło parę kropel już zacząłem chować sprzęt lecz tylko zostało mi jeszcze za domem do skoszenia od południa. Po minucie patrzę a tak na prawdę to już nie pada więc dalej do dzieła. Jeszcze w trakcie przyszła mama powiedziała, że usmażyła jakiegoś placka i bym przyszedł do domu na chwilę. Zjadłem i skończyłem całe podwórze kosić. Postanowiłem się przejść do babci wychodzę a tu niezły deszcz więc z powrotem po parasol. Wziąłem jeszcze po drodze klucze do furtki z samochodu i powiedziałem tacie, że idę do babci. Tata powiedział aby poczekać, bo zaraz będzie jechać więc poczekałem 20 minut i razem pojechaliśmy do babci. Przy wejściu standardowo siedziały koty. Małego złapałem i wziąłem do środka, natomiast kotkę babcia przytrzymała przy drzwiach a ja ją wyrzuciłem ponieważ już prawie się prześlizgnęła. Mały nawet w pewnym momencie zaczął mruczeć. Jamnik natomiast nie mógł znieść, że kot jest w domu i ciągle obchodził fotel dookoła. Tak naprawdę Fred boi się małego kota jak zobaczy go przy wejściu na schodach to to z domu nie wyjdzie. W pewnym momencie zaczął sikać na fotel i babcia musiała interweniować. Przy wyjściu poprosiła jeszcze tatę o wypłatę pieniędzy z bankomatu.

piątek, 27 sierpnia 2010

27.08.10

Dziś przespacerowałem się do apteki wykupić przepisane lekarstwa. Zaszedłem kupiłem kupon na sobotnie losowanie lotka mimo, że wczoraj nie trafiłem ani jednej cyfry to dziś znowu postawiłem za 15 zł, które niestety pewnie przepadnie. Z każdym dniem widzę jak ubywa mi pieniędzy, może to jest to, że mam nadzieję że los się w końcu odwróci i wygram w lotku. Za jakiś czas przeszedłem się do nowego sklepu po Tyskie. Odmoczyłem sobie nogo a właściwie moją piętę w którą coś mi wlazło i zrosło się. Po godzinie moczenia dużo lepiej. Oczekuję na odpowiedź na moje pytania zadane na edarling. Chciałbym w końcu kogoś mieć i nie żyć ciągle nadzieją. 

czwartek, 26 sierpnia 2010

Internista

Dziś miałem kosić trawę lecz jak wyzedłęm zaczeło kropić i to mnie odwiodło od tego zajęcia do końca dnia. Poszedłem natomiast do lekarza po recepty na moje stałe leki. jak wyszłem z ośrodka zdrowia to zaszedłem jeszcze póścić totolotka na 10 000 000 na chybił trafił lecz jak zwykle chybił. jak wyszedłem ze sklepu ujrzałem idącego Kamila od stacji. Wracał z roboty. Miałem iść do babci ale odprowadziłem go do domu i w końcu wszedłem do środka. Poczęstowano mnie pierogami z mięsem - takie jak lubię. Posiedziałem tam do 20:20, ponieważ miał jechać do Wołomina na solarium.

środa, 25 sierpnia 2010

25.08.10

Dziś byłem u okulisty naczekałem założyłem kartę oczywiście nie obeszło się bez ciśnienia, gdyż zapomniałem swojego ubezpieczenia, a NIP-u firmy nie pamiętałem. Pani w recepcji była na tyle miła, że NIP firmy spisała z karty od dermatologa. Babcia jeszcze wczoraj o 00:00 dzwoniła i pytała się czy pamiętam, że mam na dziś wizytę. Zanim dotarłem do szpitala zadzwoniła jeszcze raz upewnić się czy przypadkiem nie zaspałem. Miałem 9 numerek a przede mnie na wchodziło mnóstwo osób z poza kolejki. Nie chciałem się denerwować i nie popsuć jak dotąd dobrego dnia. A mianowicie pan kierownik pociągu był miły, pani z wózkiem pomogłem wsiąść do pociągu w Zagościńcu, też podziękowała tylko kolejka w poczekalni do okulisty nadaję się do ocenzurowania. Młoda pani doktor też była bardzo serdeczna i miła dla mnie. Dała jakieś dwa skierowania i kazała się zapisać piętro wyżej. Po drodze dla upewnienia spytałem się też miłej dziewczyny siedzącej w sekretariacie/portierni lecz niestety nie potrafiła mi powiedzieć gdzie to jest lecz serdecznie się uśmiechnęła się w moją stronę mogłem podtrzymać kontakt jakąś dalszą rozmową, lecz tego nie uczyniłem. A szkoda! Pomogła mi za to jakaś kobieta stojąca w białym fartuchu  fartuchu - pewnie lekarka jakaś - wskazując oddział okulistyki. podziękowałem i poszedłem dalej szukać sekretariatu. Po jeszcze jednej wskazówce odnalazłem owy sekretariat przy wejściu po prawej stronie we wnęce. Zapisano pnie na dogodny - szybki termin 3.09 na oba badania. po czym znów zszedłem na dół umówić się z moją panią doktor na wizytę. Oczywiście wizyta odbędzie się tego samego dnia mam się już zgłosić z wynikami. W rejestracji dostałem 24 numerek. Po powrocie do Ostrówka zaszedłem do Staśka na kawę i do babci na obiad ponieważ już dzwoniła w trakcie mojej wizyty tyle, że byłem poza zasięgiem. Po po powrocie do domu siedząc przed kompem zobaczyłem, że "kobietka" chce porównać nasze cechy na edarling. Więc wpisałem cechy porządane i nie porządane zobaczymy co z tego będzie

wtorek, 24 sierpnia 2010

24.08.10

Dziś była ciężka noc nie mogłem zasnąć przewracałem się z boku na bok z częstotliwością 10 minut i tak do rana patrząc na zegarek jak się wlecze czas. Żeby tego było mało miałem nastawiony budzik na 6:59 ponieważ dziś chciałem pojechać do Urzędu pracy by w końcu się zarejestrować. Wszystko miałem wszystkie dokumenty lecz termin na odbiór dedycji wyznaczono na 16.09. Ja zastrzegłem, że nie ma mowy bo nie dam rady, gdyż będę za granicą. Więc się znowu rejestracja przesunęła w czasie. Przed wyjazdem się dowiem ile trzeba czekać na decyzję. Po powrocie do domu zjadłem coś po czym pojechałem odwieźć ciocię i Sarę na lotnisko. Ciocia w Wołominie przypomniała sobie, że nie wzięła swojej skórzanej kurtki. Lecz się nie zawracaliśmy. Na miejscu byliśmy 11:45 planowo powinny odlecieć 13:05. Zaczekowały się oddaliśmy bagaże po czym się pożegnaliśmy. Wracając do domu zajechaliśmy do galerii Mokotów. Wcześniej jeszcze szukaliśmy kawiarni do której mam kupony lecz niestety jej nie znaleźliśmy. W galerii zaszliśmy do KFC coś zjeść. Potem ja posiedziałem trochę w Empiku i w Coeffee Haeven. W Empiku przy wyjściu zapiszczały jeszcze bramki. Kompromitująca sprawa robią z ciebie złodzieja. Pokazałem co mam. Ochroniarz rozmagnesował gazetę i poszedłem dalej. Zadzwoniłem do mamy i zapytałem czy jeszcze długo mama powiedziała, żeby przyjść pod Zarę i zaraz wyszła i pojechaliśmy do domu. Po drodze zajechaliśmy po tatę do szkoły. W domu w końcu odetchnąłem. Byłem tak zmęczony i nogi jakoś mnie bolały, że od razu usnąłem. Nastawiłem sobie budzik na 18:00. Niestety mino wielkich chęci nie przywitałem Mariki i Maćka przylatujących z Rzymu. Mieli lądować o 17:35 na Okęciu lecz to zbyt  długi czas między tymi dwoma lotami - cioci wylotem a ich przylotem. A jeszcze nie czułem się na siłach. Jak wstałem to postanowiłem się przejechać rowerem chociaż trochę do Klembowa i wrócić przez Lipkę, aby się ruszać - nie siedzieć w domu.

poniedziałek, 23 sierpnia 2010

23.08.10

Dziś pożytecznego nie zrobiłem nawet nie wyszedłem na trochę z domu. No chyba, że na balkon. Popołudniu przyszła ciocia i poszła z mamą na spacer na cmentarz. Po powrocie był obiad zjedliśmy wszyscy ciocia trochę posiedziała porozmawiał i powiedziała, żeby ją odwieźć do babci. Sara wróciła po 22:00 do domu ponieważ długo się ze wszystkimi żegnała - z Józwiakami. Jutro natomiast mam trochę ambitny plan. Czy wypali? To się okaże. 

niedziela, 22 sierpnia 2010

22.08.10

Dziś byłem umówiony na 15 z ciocią Ninką na poduczenie cioci w poruszaniu się na komputerze. Miałem też dojść dlaczego klawiatura się zmienia z polski programisty na polski 214. I doszedłem dlaczego tak się robi najprawdopodobniej przy pisaniu dużych liter niechcący się zahacza o ctrl a Shift + ctrl daje zmianę klawiatury. Drugim problemem było rozgryzienie dlaczego w skypie był wyłączony mikrofon wszystko było w ustawieniach ok wychwytywało dźwięki z otoczenia lecz nie w programie dopiero po wprowadzeniu słuchawek zaczął działać i nagrywać głos. Wypiłem herbatę zjadłem parę ciastek i wróciłem do domu po dziesięciu minutach poszedłem do kościoła. Z naszej parafii odchodzi wikary jeden z najfajniej szych księży do tej pory. Dziś ostatni raz go widzieliśmy w parafii przeniesiono go na Białołękę na Grodzisko.

sobota, 21 sierpnia 2010

21.08.10

Dziś jak wstałem to jeszcze Ania z Sarą spały. wykorzystałem to i pierwszy poszedłem pod prysznic. Wyszykowałem się i poszedłem do babci po ciocię. Babcia bez jedzenia oczywiście nas nie wypuściła z domu. Zjedliśmy parę kartofla z gołąbkiem i poszliśmy na pociąg 15:01. Jak dojechaliśmy an Wileński to poszliśmy do Reserved po bluzkę dla cioci. Lecz od wejścia poznajdowaliśmy jeszcze dużo innych rzeczy, które też były fajne i zostały w naszym koszyku zakupów. Większość to t-shirty i jeden sweterek. Na kasie wybiło 160,09. Następnie pojechaliśmy tramwajem 25 na Złote Tarasy i weszliśmy na Carrefour Express wzięliśmy tam Chipsy, Coca-Colę i orzeszki na seans. Potem pojechaliśmy na ostatnie piętro centrum handlowego by pójść kupić bilety najlepsze miejsca były już wykupione lub za rezerwowane lecz jak później się okazało nasze też nie były najgorsze były w czwartym rzędzie od końca 2 i 3 miejsce po lewej stronie. przed seansem wypiliśmy jeszcze kawę w Coffee Haeven ciocia wzięła Espresso Machiato ja natomiast dużą Mrożoną Latte z dodatkowym Espresso - wybredny jestem a co. Po wypiciu pojechaliśmy z powrotem na samą górę do kina odnaleźliśmy swoją salę, skorzystaliśmy z toalety po czym zajęliśmy swoje miejsca na sali. Tak w ogóle film pt. "Incepcja". Jestem z tego filmu średnio zadowolony, gdyż jest strasznie pogmatwany i ja się w nim w końcu pogubiłem. Wychodząc z filmu wychodziłem z jednym wysnutym wnioskiem a mianowicie: Życie to jeden wielki sen w którym śpimy coś nam się przyśniwa a tak naprawdę w dniu śmierci się obudzimy i tak naprawdę wszystko co do tej pory osiągnęliśmy wszystko zniknie, A PRZEDE WSZYSTKIM DOBRA MATERIALNE ci którzy ich dużo osiągnęli podczas "snu" po "przebudzeniu" będą bardzo rozczarowani. Te myśli już w latach licealnych podczas omawiania filozofii współczesnej Nitchego i Schopenchauera. Po spektaklu zaszliśmy Do włoskiej pizzerii na pizze, sałatkę i lampkę wina - tylko ciocia. Wyszliśmy stamtąd około godziny 21:25 tramwaj linii 22 przyjechał ok. 21:35 wsiedliśmy z nadzieją, że zdążymy na pociąg 21:55 niestety jak wbiegliśmy w perony właśnie odjeżdżał z peronów. Następny był dopiero 22:45 postanowiliśmy się prze spacerować po Starej Pradze. Przeszliśmy kawałek targową i skręciliśmy w Ząbkowską. Było tam pełno ludzi oraz pełno parasoli Żywca w podwórkach i na chodnikach. Jak później się okazało w wytwórni wódek Koneser odbywała się jakaś impreza chyba "Męskie Granie" czy jakoś tak. Policji było Od groma co 100m jakiś patrol jak nie radiowóz to pieszy. Więc bezpieczeństwo było całkowicie zachowane. W pociągu też nie obeszło się bez incydentów między Słoneczną a Zagościńcem jakiś idiota przechodząc kopną w siedzenie na wysokości mojej głowy nie zareagowałem przeszedł a zanim jeszcze 4 czy 5 przeszło za jakiś czas przeszło 2 z powrotem następnie wracając jeden z nich spytał się mnie czemu się czepiam się jego kolegi powiedziałem, żeby się odwalił po czym wstałem i popatrzyłem ten staną jakieś 10 cm ode mnie sapiąc więc go odepchnąłem wiec się zaczął sadzić i tu wkroczyła ciocia broniąc nie bo inaczej by chyba doszło do rękoczynów. Powiedzieli, że dla cioci zrobią wyjątek i poszli dalej.

piątek, 20 sierpnia 2010

20.08.10

Dziś tak mi się nie chciał wstawać z łóżka jak nigdy. Wstałem po przeginałem się trochę i zorientowałem się że jeszcze nie zapłaciłem za telefon babci a termin płatności był do wczoraj. Lecz wczoraj przyleciała ciocia i kompletnie o tym zapomniałem. Wiec wyszykowałem się i wyleciałem z domu jak strzała. W drzwiach minąłem się z Sarą która właśnie wróciła od kosmetyczki. Usłyszałem jedynie tyle, że musi się wyszykować i idzie. Łatwo się domyślić, że do Bartka. W banku za telefon zapłaciłem 58,49 i babcia nie wiedziała i ile policzą za przekaz rachunku tpsy czy 1.99 czy 2.50. W okienku suma wyniosła 60,48. W aptece za Acard i maść dla psa wyszło 10.42. Jadąc do babci zajechałem do sklepu do Szymboskiej, by rozmienić 20 zł, żeby móc rozliczyć się z babcią. Z tych 120 zł jeszcze musiałem odliczyć 30 za miód z czymś tam dobry na woreczek babci. Wyszło 100 z groszami tyle, że wszystko w bilonie. Dostałem jeszcze od wydanej sumy 10% napiwku. Jak szedłem babcia smażyła placki które polewała swoją konfiturą z wiśni. Ja również zostałem owymi poczęstowany. Po jakimś czasie przyjechała również ciocia Marzena, która jechała z Warszawy długo w dużym korku. Przywiozła królika z całym wyposażeniem i wyżywieniem póki nie przyleci Marika z Włoch wraz z Maćkiem. Ciocia wjeżdża jutro z samego rana do Ustki i zostaje tam do następnej soboty. Zadzwoniłem dziś do cioci Ninki i przełożyłem na niedzielą swoją wizytę, ponieważ jutro wybieram się do kina z ciocią Jolą.

czwartek, 19 sierpnia 2010

19.08.10

Dziś usnąłem standardowo ok. czwartej nad ranem. Tyle, że niestandardowo wstałem, gdyż o szóstej. Sara spała trzydzieści minut, gdyż czuwała całą noc bojąc, się że zaśpi i nie pojedzie po mamę na lotnisko. Ania zapierając się jeszcze wczoraj twardo, że jedzie po ciocię poszła ok. 23:00 spać i wstała najwcześniej tyle, że rano się wycofała i nie pojechała do Warszawy. Moja wieża dziś załączyła się o 5:59. Wstałem z łóżka jak skończyły się wiadomości w radiu i poszedłem wziąć prysznic. O 7:00 wszyscy co mieli jechać byli już gotowi. Wyjechaliśmy zgodnie z planem do Zielonki jechaliśmy bez zastrzeżeń. Z każdą minuta było co raz gorzej. Tuż za rondem na Żołnierskiej zaczęliśmy się niemalże czołgać, ponieważ jedni skręcają na osiedla w Ząbkach, a drudzy którzy stanowili większość wyjeżdżali z nich zapewne do pracy. Przez co się robiło tak ciasno na drodze. Po przejechaniu tego odcinka zrobiło się od razu luźniej. Następne wąskie gardło zrobiło się na moście na Trasie Łazienkowskiej gdzie postaliśmy kolejne minuty. Przejeżdżając most zadzwoniła ciocia z informacją, że już wylądowała, a co więcej odebrała bagaż i czeka na nas. Była godzina 8:02 na zegarku. Okazało się, że samolot leciał pusty i prze to lot trwał 1:15 bagaże od razu na taśmie wylądowały i ciocia musiała niestety na nas poczekać. Musieliśmy się przeciągnąć, aż do pomnika Lotnika a następnie przez całą Żwirki i Wigury przez co nabraliśmy 35 minutowego opóźnienia. Po zajechaniu do Portu lotniczego im. Fryderyka Chopina tata wysadził mnie przy starym terminalu na przystanku autobusowym, po czym pojechał zrobić kółko. Ja wbiegłem na poczekalnię dla pasażerów lecz cioci nie dostrzegałem nigdzie. Przeszedłem dookoła zerkając na tablicę przylotów. Samolot Lufthansy z Monachium wylądował o 7:50. przeszedłem więc jeszcze raz pół okrążenia w poszukiwaniu cioci w Empikach i kawiarniach. I znalazłem w jednej z nich była ciocia siedziała przy kawie w oczekiwaniu na nas. Ucieszyła się na mój widok. Powiedziała, że nie mogła się do czekać, ponieważ jest już trochę głodna chciał a zjeść ciastko z kawą lecz ciastko było ohydne a kawę jakoś zniosła choć też do najlepszych nie należała. Nie byłaby może taka głodna, gdyby nie przespała kanapki w samolocie. Zaraz wyszliśmy z poczekalni a tata podjechał na przystanek i zapakowaliśmy walizkę, a Sara z tatą przywitali się z moją chrzestną. W drodze powrotnej zajechaliśmy jeszcze po jakieś specjalistyczne środki czystości do szkoły. Ciocia chciała zajechać po farbę do włosów by móc zafarbować swe odrosty. Niestety sklep fryzjerski jest otwarty od 10 a my byliśmy ok. 9:20 wiec nie opłacało nam się czekać pojechaliśmy do domu na śniadanie. Zjedliśmy wspólny posiłek po czym mnie i chrzestną odwieziono do babci. Natomiast Ania, mama i tata pojechali do Wołomina do Lidla. Posiedzieliśmy u babci trochę wysłuchaliśmy mądrości Staśka - wszystko co w telewizji leci. Ciocia poszła się na 1h zdrzemnąć natomiast ja oglądałem TV. Następnie poszliśmy do sklepu po kawę rozpuszczaną, wodę niegazowaną, ciastka do kawy.Następnie zanieśliśmy do babci zakupy i poszliśmy do nas na kawę. Obmyślaliśmy jak juto zrobić czy iść do kina czy ciocia pojedzie po kosmetyczce z mamą do Galerii Mokotów i niech lepiej same sobie pochodzą. Na co do kina?  Stanęło na "Incepcji" na którą mamy iść w sobotę. Z ciocią Ninką i z ciocią Agnieszką umówię się na inny termin pasujący. Sara kolejny dzień z rzędu siedzi u Bartka. Odprowadzając Jolę do babci ciocia dojrzała ją w parku. Poznała ją po charakterystycznej białej torbie. Chciała zadzwonić więc użyczyłem telefonu, by sprawdziła z ciekawości. I nie myliła się to była  Sara. Była bardzo zdziwiona nie zorientowała się że jest obserwowana dopiero jak ciocia podała dokładną swoją lokalizację to nas zauważyła.

środa, 18 sierpnia 2010

18.08.10

Dziś wstałem z myślą, że jadę wieczorem do cioci Niny i cioci Agnieszki. W pół do trzeciej dowiedziałem się, że jadę z tatą do babci Wiesi zespawać parkan. O trzeciej byliśmy na miejscy zespawaliśmy posklejaliśmy pokruszone kawałki betonu podmurówki. Zeszło się z tym do osiemnastej. Usiedliśmy jeszcze na sekundę u babci. Napiliśmy soku zjedliśmy parę cukierków i pojechaliśmy do domu tam czekał już niemalże na stole na nas obiad. Po zjedzeniu tata zawiózł mnie do Przyłuckich. Jak zaszedłem nikt nie odpowiadał na moje pukanie do drzwi zdjąłem buty i nieśmiało wszedłem do środka. Usłyszałem głos wujka w pokoju. Wszedłem i zobaczyłem wujka Ryśka przysypiającego przy telewizorze. Jak mnie zobaczył od razu się zerwał i przywitał następnie poinformował mnie, że ciocia śpi i zaraz ją obudzi. Chciałem przyjść później, kiedy indziej, żeby nie przeszkadzać. Lecz wujek zaprzeczył. Dziś siedziałem tam do 22:30. Dziś pozakładałem  konta na facebooku oraz skypie oraz zapoznawałem ze stroną www.groupon.pl. Zalogowałem się na www.edarling.pl zobaczymy co z tego będzie.

wtorek, 17 sierpnia 2010

17.08.10

Zaczęło się jak zawsze. Niewinnie. Parę minut po południu zadzwonił telefon odebrała mama. Jakiś czas po skończonej rozmowie oświadczyła, że dzwoniła ciocia Ninka i prosiła żebym wpadł wieczorem i zobaczył komputer jej i Agnieszki. Do wieczora próbowałem sprzątać lecz z marnym skutkiem. Po piątej wykąpałem się wyszykowałem zjadłem i pojechałem do Przyłuckich. Czekały tam dwa nowe laptopy na zainstalowanie Microsoftu, Northona oraz paru programów potrzebnych do pracy. Dostosowałem też pulpit oraz wielkość obrazu do potrzeb użytkowniczek, które skończyły niedawno kurs komputerowy sfinansowany przez Ryśka. Skończyłem przed 23:00, a ciocia jutro jeszcze idzie do ośrodka zbadać krew. Ma też pojechać do Kołbieli. A wieczorem mam wpaść jeszcze wpaść na chwilę i zobaczyć czy wszystko działa zgodnie z planem i czy jeszcze coś podkręcić i poprawić. Przy wyjściu jeszcze dostałem wciśniętą na siłę łapówkę od cioć w podzięce. Twierdziły, że to symboliczna kwota. Podziękowałem i schowałem skrępowany do kieszeni. W domu okazało się, że to nie znów taka symboliczna lecz jak dla mnie wręcz pokaźna kwota, gdyż suma banknotów w kopercie była równa 200 zł. Mama jak się dowiedziała to się mocno zezłościła.

poniedziałek, 16 sierpnia 2010

16.08.10

Dziś standardowo wstałem o 12. Zjadłem i pojechałem z tatą do babci zawieść ogórki i słoiki, żeby babcia zakwasiła ogórków oraz kilka nie potrzebnych rynien. Babcia nimi odprowadza wodę z rynien spod domu, by nie stały tam kałuże. Jak przyjechaliśmy to babcia miała mokre włosy, gdyż szykowała się do lekarza. Chciała, żeby jeszcze wyciąć bluszcz, który zaczął wrastać w dach. Z początku nie wiadomo było o które pnącze chodzi ponieważ były poplątane. Po ścięciu jeszcze się nie chciało oderwać. Trzeba było z drabiny sięgnąć. Następnie pojechaliśmy do drugiej babci zobaczyć czy się da ściągnąć płot i zespawać z powrotem, o który ktoś się otarł i wyłamał przęsło przy słupku. Ponaciągaliśmy i trzeba będzie coś tam jakiś metal wtopić, ponieważ jest za duża przestrzeń pozostaje, której nie da się skorygować. Przy wejściu do domu na werandzie siedziały koty stary i młody. Mały próbował przede mną uciec i schować się w przejściu między schodami a piwnicą, gdzie prze prowadzony jest wąż ogrodowy. Lecz niestety przeliczył się o jeden schodek. Zagrodziłem mu drogę rozcapierzonymi dłońmi. Zdenerwował się niesamowicie zafuczał słabo mu to wyszło - ledwo usłyszałem. Następnie jak go złapałem i podniosłem to jeszcze raz zafuczał. Ponoć to najdzikszy kot ze wszystkich, który nie dawał się złapać. Wziołęm go na ręce i przytuliłem. Przez dłuższą chwilę próbował się wyrwać nawet zrobił tylnym pazurkiem centymetrową kreskę na tyle, że się zaczerwieniła, ale ślad do wieczora znikną. Nie miałem bluzki to pewnie dlatego. Posiedzieliśmy trochę u babci i przez parę minut chciał się uwolnić szukając ciągle ucieczki. Jak zobaczył , że tu nie jest w sumie najgorzej. Cały czas go praktycznie go głaszczę lub drapię za uszami uspokoił się i jego rytm serca zwolnił. Po czym zszedł mi z brzucha i położył się między mną a oparciem fotela podniósł głowę i patrzył się na mnie swymi zielony, niewinnymi mi oczkami. Jak wychodziliśmy to go wyniosłem z powrotem dwór, ponieważ w domu jest pies nigdy nie wiadomo  jak zareaguje na kota. Jak wróciliśmy to Ania z Sarą wybierały się do Wołomina do Rossmana przypomniałem, żeby kupiły mi żel pod prysznic zdając się na ich gust. Sara stwierdziła, że lubi kupować - doradzać chłopakom żele, dezodoranty takie tego typu rzeczy. Sara do domu wróciła przed 22, gdyż umówiła się z Bartkiem i zaszłą prosto jak wracała z Wołomina. Podobno Luiza robi się zazdrosna o Sarę. W sumie nic dziwnego Sara często tam przebywa, lubi męskie towarzystwo, lubi być w centrum uwagi, żeby się nią zajmować, każdy się tylko pyta czy nie jest głodna czy czegoś jej nie potrzeba. A Luiza? Jest już jak zwykły domownik. Wracając do mnie rodzice pojechali na rowery i jak wrócili to pojechaliśmy jeszcze raz do babci z drabiną ściąć górną część tej pioruńskiej rośliny. Tata wszedł ściął górną część i oberwał kulką do czerpania wody. Nie obeszło się bez asysty eksperta Staśka, Który wspierał nas swoimi mądrościami. Ten bluszcz wrósł pod dach a następnie wyszedł na wierzch. Gdyby zaczął się bardzie rozwijać za parę miesięcy mógłby wyrobić więcej szkód. Po powrocie do domu zacząłem dalej sprzątać regał przy drzwiach, a następnie porządek z płytami. Ania natomiast powycierała półkę nocną oraz prawie regał przy wejściu - bez górnej półki. Wieczorem rozszalała się przelotna burza. Popadało z parę minut zacinając. błyskało się dobre dwie godziny, aż w pewnym momencie przerwało mi Housa na parę minut. Tłumacząc się słabym sygnałem Chamstwo. 

niedziela, 15 sierpnia 2010

15.08.10

Dziś obudziły mnie dzwony - jak zawsze mama była akurat w pokoju chyba wchodziła ale powiedziała, żebym dalej spał. Spojrzałem na zegarek była 9:00 Dzwony biły pół godziny przed Mszą. Przewaliłem się na drugi bok i poszedłem dalej spać. Następne przebudzenie było po 11 z gorąca się wierciłem. Lecz nie chciało mi się dalej wstać. Wstałem jak usłyszałem w radiu: "Minęła właśnie..." w tym momencie zaczynają bić dzwony za oknem "...12 w Radiu ZET" i tak co dzień. Zjadłem śniadanie, trochę się poszwendałem po domu i babcia przyszła. Sara jeszcze spała. Wstała jak babcia weszła do pokoju i powiedziała, żeby się w końcu zwlokła. Było ok. 13:30. Posiedziała trochę i poszła. Sara ubrała się, wypindrzyła po czym stwierdziła, że idzie na spacer - pewnie zapalić. Nie było jej z parę dobrych godzin.  Podobno była u babci i oglądała filmy jak byliśmy mali, moją pierwszą komunię.
Po przekładałem parę rzeczy poukładałem w segregatorze. Prze sortowałem płyty które zostawić, a które wyrzucić. Przy najmniej ich część. Zrobiłem prządek na szafce nocnej i niemalże przy tej przy drzwiach zostały tam szczątkowe rzeczy do przepatrzenia i można zatrudniać już Ankę do przecierania z kurzu tych szafek. Mama rano powiedziała, że nie widać efektów mojego sprzątania. Dopiero po zajrzeniu do szafek zmieniła zdanie. Mama też jest z tego zadowolona, gdyż nie mogła mnie doprosić od trzech lat żebym posprzątał gruntownie pokój. Siostra stwierdziła, że większy rygor kładę przy sortacji ubrań niż ona.

sobota, 14 sierpnia 2010

14.08.10

Dziś jak zwykle z łóżka podniosły mnie dzwony dobiegające z kościoła. Od mniej więcej 11 przewracałem się z boku na bok z gorąca. Nawet zapowiadali, że ma być coś ponad 30 stopni  jutro ma być tak samo jak nie goręcej. Próbowałem namówić tatę na nowy telewizor. Bez skutecznie. Pewnego wieczoru napisałem sobie postanowienie, że jak posprzątam sobie w pokoju to kupię telewizor do niego. To miała być motywacja do tego bym w końcu coś zrobił i posprzątał tą "Stajnię Augiasza". Dziś po zwleczeniu się z łoża zjedzeniu paru bułek z paprykarzem coś mnie tchnęło, aby się wsiąść za sprzątanie swojego pokoju. Co prawda pomagała mi przy tym Ania a mianowicie składała w kostkę bluzki i koszule. Ja rozdzielałem co do prania co do szafki z zimowymi, a co do szafki z letnimi ciuchami. Z jednej szafki musiałem powywalać jakieś zbędne graty nikomu już potrzebne rzeczy, w których nikt nie chodzi, firanki, zasłonki nikomu do szczęścia potrzebne, moje przymałe ciuchy, ubrania w których nie chodzę i wiele, wiele innych. Uzbierało się tego dwa sześćdziesięciolitrowe worki upchane po czubek i karton 1m kw. Z ubraniami mam prawie spokój muszę jeszcze raz zrobić małą rewolucję w szafie z koszulami. Wywaliłem stary kalendarz jeszcze z 2009 roku a powiesiłem plakat "mind warp" Mam nadzieję, że udami się doprowadzić pokój do świetności, a później ją utrzymać. Niby nic, niby nie jest męczące, ale mam ogromną satysfakcję, że coś zrobiłem z samozaparcia. Na dzień dzisiejszy piszę tworzę - mam na myśli owy blog, medytuję, jeżdżę rowerem - moje hobby, rozwiązuję krzyżówki, sudoku, staram się nie popadać w rutynę, staram się być kreatywny. Od dziś, w najbliższym czasie chciałbym dołączyć codzienne czytanie chociaż parę minut dziennie, oraz włączyć w swój harmonogram parę ćwiczeń. Ot takie kolejne postanowienie ćwiczące umysł i rozwijające IQ. A do czego dążę. Ostatnio... pod koniec lipca sprawdziłem swoje IQ. Tak z ciekawości. Nigdy tego nie robiłem. Okazało się, że to prosty test na logikę składający się z 30 pytań , który należy rozwiązać w ciągu 60 minut. Na koniec testu trzeba było wysłać dwa sms-y za 19 zł + VAT. Ja się tego nie dopatrzyłem i wysłałem tylko jednego z telefonu taty, na który miały przepaść środki, ponieważ miał być przeniesiony do Play za dwa  dni. Wieczorem napisałem reklamację czemu nie dostałem kodu zwrotnego. Poproszono mnie o nr telefonu, z które wysłałem sms-y po podaniu poinformowano mnie dlaczego nie dostałem. Ale pani była na tyle miła, że wygenerowała mi kod dostępu po 1 sms-ie po wprowadzieniu kodu na drugi dzień wyszło mi, że moje IQ wynosi: 133. Ponoć wysoko osobiście też jestem z tego wyniku zadowolony tym bardziej, że to po raz pierwszy w to się bawiłem więc postanowiłem z korzystać z porad i starać się powiększać, żeby następnym razem było jeszcze większe;)

piątek, 13 sierpnia 2010

13.08.10

Dziś jakoś nie mam weny twórczej do pisania co dziś się wydarzyło. Pisanie takiego posta zajmuje mi średnio ok. godziny. Napisanie to pryszcz najgorzej jak trzeba go prze redagować, żeby sensowne i logiczne powychodziły moje myśli. Literówki i błędy ortograficzne to jest porażka totalna niemalże w każdym zdaniu musi się coś znaleźć. Wracając do dnia dzisiejszego to nic specjalnego się nie wydarzyło wstałem o 11. Wyszykowałem się i po 12 wyjechaliśmy wszyscy do Warszawy. Celem była Arkadia. Dziewczyny wysiadły pod Arkadią natomiast tata pojechał ze mną do NFZ przy Chałbińskiego, żebym wyrobił sobie Europejską Kartę Zdrowia na czas wyjazdu do Monachium. Zeszło man się z 30 - 40 minut. Organizację trzeba im przyznać mają na wysokim poziomie przez co nie ma, aż tak dużych kolejek. Ja miałem numerek C603 a był obecnie obsługiwany C970 jakoś tak. Po 8 - 10 minutach przejechaliśmy z powrotem do Arkadii. Światła nam sprzyjały, a specjalnego ruchu w mieście nie było widać. To zapewne ze względu na jeszcze trwające wakacje. W centrum handlowym poszliśmy do Sklepu Firmowego Ery, aby zdjąć z babcinego telefonu sim locka. Tu niby organizacja też jest z numerkami, ale i nie tylko?! Okazało się że jest pani która wie jeszcze więcej - typowa straganiara. Tego numerka 006 nie ma i tego 1040 też nie ma, a numerek 1041 to mojej córki a 1042 to mój numer po czym zaczął panować totalny chaos na tablicy z numerkami, gdyż już sami sprzedawcy zgłupieli i nie wywoływali tyko ta pani zarządzała na podstawie własnych informacji. Jakaś paranoja! Co za stara, rozdarta przekupa. Ja miałem 1043 numer. Następnie poszliśmy do Saturna rozglądając się za nowym TV najkorzystniej kupić LED. Mi się jeden podobał 37" do dużego pokoju Samsung za 3500 PLN a jutro wszystko jest bez VAT-u  więc by wyniosło jakieś 2800. Oraz taki 32" Sony czy Samsung nie pamiętam do mojego pokoju też LED za 2500 a bez VAT-u to 1950. do jutra. Jeszcze muszę to przemyśleć i jutro prze dyskutować z rodzicami. Następnie poszliśmy do Empiku po siedzieliśmy z parę minut i mama z Anią i Sarą wróciły. W drodze powrotnej jechaliśmy przez Most Grota. Po drodze zajechaliśmy do Ikei na obiad. Wzięliśmy tam 5x klopsiki szwedzkie i picie dla mnie. Za jechaliśmy do M1, ponieważ Ania nie dawała spokoju z Kartą Kibica Legii - zagorzały kibic, że mmmmmmmmmm... przy okazji namówiła tatę, żeby i on sobie wyrobił. Oczywiście kartę to chciała, ale poprosić o wniosek to już się wstydziła. Była tam spora kolejka mama poszła do Reala. Ja z Sarą czekaliśmy na ławce, a naste pnie poszliśmy do Media Markt pooglądać telewizory. W sumie to samo co w Saturnie. Sara koniecznie chciała palić i ciągle chodziła zła. A w szczególności, że po jedzeniu nie może sobie swobodnie zapalić. Dopiero jak wróciliśmy do domu zaczęło spieszyć jej się na spacer do babci. Natomiast tata jeszcze szykował aparat - wkładał kartę sim do babci telefonu, przyklejał jakąś część. Babcia zadowolona już, że nie musi doładowywać co miesiąc lub mieć nieczynnego telefonu. Sierżant natomiast rozważa przeniesienie do Playa ma na koncie ponad 300 zł i musi doładowywać. Posiedzieliśmy u babci parę minut i wróciliśmy Sara standardowo po drodze wykotłowała 2 szlugi L&M czerwonych. Ania woli przebywać ze mną niż z Sarą prze siaduje całymi wieczorami puki niemalże nie uśnie. Może okres przejściowy?       

czwartek, 12 sierpnia 2010

12.08.10

Dziś się wziąłem się w garść i pojechałem na ten pośredniak, a właściwie to tata mnie tam zawiózł, ponieważ też po coś jechał do Tłuszcza. Okazało się, że druki trzeba wypełnić na miejscu, a te wydrukowane i uzupełnione w domu są bez użyteczne. Więc wypełniłem jeszcze raz to samo i jeszcze nawet więcej świstków. Wybrałem sobie kursy na jakie bym chciał uczestniczyć lecz po podejściu do okienka pani informuje mnie, że muszę mieć jakieś zaświadczenie o zarobkach z całego mojego okresu pracy, gdyż  ja pracowałem w niepełnym wymiarze czasu pracy, a mianowicie na 3/4 i musi sprawdzić co i ile było odprowadzone do ZUS-u i czy będzie mi w tedy przysługiwało bezrobocie. Jakoś tak. Mam też donieść dokument potwierdzający, że dane konto w prowadzone w arkuszu należy do mnie. Po powrocie zadzwoniłem do Lwicy na stację, żeby ją o tym poinformować i by napisała lub zadzwoniła do księgowości, żeby przysłali mi ten dokument. Ona zbytnio nie wiedziała o co mi konkretnie chodzi wiec bezpośrednio  dała mi telefony do księgowych bym wyjaśnił o co mi chodzi. Odebrała Bardzo miła pani, która od razu się zorientowała się o co kaman i powiedziała, że wyśle pocztą i żeby spodziewać się w przyszłym tygodniu. Jak wróciłem do domu to Ania wybierała się do Wołomina do Rossmana po farbę do włosów, dałem jej pieniądze i poprosiłem o srebrnego Adidasa - żel pod prysznic. Za parę minut wyszła Sara która umówiła się z Bartkiem. Wczoraj siedziała u Kamila do 22 a dzisiaj miała wrócić o 20. Lecz o godzinie 19 przyszedł do Ani sms o treści "powiedz cioci, że wrócę o 22". Ja jeszcze w między czasie byłem u babci, która opowiadała o kotach, Marice, Olimpii, Marznie i jej Zięciach. Babcia poczęstowała mnie wafelkami i jakimiś ciastkami oraz sokiem grejpfrutowym. Dziś nie wychodziłem na rower. Już mnie wystarczająco bolą mięśnie.  Jutro a właściwie już dzisiaj wybieram się do Warszawy do NFZ po Europejską Kartę Zdrowia. Z tego co mi wiadomo mama też jedzie może się z nią zabiorę, a kto jeszcze się wybiera do stolicy czy Sara, która tak chciała pojedzie? Czy taż się umówiła, z którymś z Józwiaków lub będzie miała jakieś inne plany. Ja nic osobiście nie mam przeciw temu, żeby tam chodziła jak dobrze się tam bawi to niech tam chodzi. Po ostatnim wyłączeniu prądu siadł telewizor to było jakieś 2 dni temu i był w tedy zawieziony do sąsiada, żeby zobaczył czy jaszcze coś da się z nim zrobić do dziś się nie odzywał tata więc się do niego wybrał. Miał już ponoć dzwonić, że już działa lecz po wyłączeniu z prądu i ponownemu podłączeniu siadł z powrotem i został na kolejną noc w naprawie. Na dzień dzisiejszy naprawa wynosi 100 zł. Tata znów zaczął rozważać kupno nowego telewizora do dużego pokoju. Stwierdził jak tam ten nie zostanie odratowany to na pewno nie wstawi nowego do sypialni, ponieważ nigdy nie uśnie w spokoju. W salonie jest o tyle problem, że nie ma za bardzo jak i gdzie wstawić tego telewizora najlepszym jego miejscem byłoby przewieszenie obrazu znad kanapy i zastąpieniem TV. To najrozsądniejsza lokalizacja. Dalej jakiej wielkości tata chce 42 cale ja powiedziałem 32 - 37 cali. Jaki będzie dalszy przebieg sytuacji to się okaże w niedługim czasie...

środa, 11 sierpnia 2010

11.08.10

Dziś obudziła mnie mama, która koniecznie chciała, abym otworzył jakiś list który do mnie przyszedł. Z tego co zobaczyłem na kopercie to widniało logo BP i dużo stempli pocztowych. Otworzyłem wiec a mama zaczęła go szybko wertować po czym zaniosła go do taty i po chwili znów wróciła z moim świadectwem pracy bo one było w kopercie i jak już wcześniej wspominałem czekałem na nie dość długo jakieś trzy tygodnie, ale podobno nie ma w nim nic złego napisanego. Jest tak jak chciałem. Z początku miałem pojechać do Tłuszcza i w końcu się zarejestrować w urzędzie pracy jako bez robotny, ale że późno już było a urząd czynny tylko do 14:30 a jeszcze musiałbym wypełnić kartę rejestracyjną, która jest trochę obszerna przełożyłem to na jutro. Dziś postanowiłem pojechać do Warszawy szybko się ogarnąłem i poszedłem na pociąg zaszedłem jeszcze do babci po telefon żeby zdjąć simlocka przy okazji tak by babcia mogła już korzystać z telefonu komórkowego w sieli Play. Lecz nikogo nie zastałem Stasiek powiedział, że poszły na spacer i nikogo nie ma. Przywitałem się z nim i jak nie ma to nie ma poleciałem dalej do pociągu, gdyż miałem 10 minut. Stasiek w tym czasie wrzucał węgiel do komórki. Po zajściu na peron stanąłem przy początku peronu ponieważ jeszcze musiałem się zgłosić po bilet u kierownika pociągu na KM ponieważ WKM mam aktywną bodajże do początku października. W pociąg zastałem paro osobową kolejkę zresztą jak zwykle kasa w Klembowie jest zamknięta na amen. Po dojechaniu do Dobczyna w końcu się doczekałem swojej kolejki. Uprzejmy pan a służbista! Jak mało który. Zapytał o legitymację po czym dokładnie ją sprawdził. W Zielonce spotkał mnie na trzecim pomoście jak chciałem przejść do pierwszych drzwi, aby nie lecieć przez cały peron w Ząbkach tu też zapytał o kolejny bilet gdyż kupowałem co prawda u niego bilet ale tylko do Zagościńca sprawdził i poszedł dopiero dalej. To nie pierwsza jego taka akcja. Po wyjściu z pociągu skierowałem się do w stronę ul. Warszawskiej w kierunku przystanku autobusowego WARSZAWSKA linii 145 kierunek Żerań FSO po przejechaniu jednego przystanka poszedłem na BP przy Łodygowej, gdzie kiedyś pracowałem w środku zastałem Izoldę, Marysię na mój widok zaczęły się cieszyć. Powiedziałem, żeby poprosiły kierownictwo. Iza chciała obym wszedł dopiero po jakimś czasie doszło do niej że ja nie mogę już wchodzić na zaplecze, gdyż już nie jestem pracownikiem tej stacji. Więc zadzwoniła trzykrotnie dzwonkiem oznajmującym przywołanie kierownika i za jakiś czas pojawiła się Lwica Iza skierował ją do mnie słowami "Pan do Ciebie". Powiedziałem jej, że chciałbym paski za ten i poprzedni miesiąc po 5 minutach wróciła z jednym paskiem twierdząc, że tam ten musiałem odebrać, gdyż go nie ma w sejfie. Jeśli będę koniecznie chciał, a nie znajdę w domu to ona napisze do księgowości o duplikat i przyjdzie w ciągu tygodnia. Po czym zaczęła zadawać Łukaszowi jakieś oczywiste zadania. Iza mnie wyciągnęła na "papierosa" ona paliła i miała przerwę ja się patrzyłem. Pogadaliśmy o jakiś pierdołach. Po czym  pożegnałem się ze wszystkimi i ruszyłem w dalszą drogę poszedłem przystanek LEWINOWSKA według moich obliczeń powinien przyjechać właśnie jak dochodziłem na przystanek. Lecz właśnie zaczynały się godziny szczytu i autobusy zaczynały jeździć coraz częściej czyli spóźniłem się o trzy minuty. Poczekałem, aż przyjechało 145 -> Żerań FSO do jechałem do MŁODZIEŃCZEJ gdzie przepuściłem 527 ->Okopowa - ponieważ był to MAN i nie posiadał klimatyzacji, 738->Dw. Wschodni Kijowska - przepełniony Ikarus. Postanowiłem wsiąść w 190 ->Os. Górczewska - Solaris z klimą i tu się przeliczyłem klima może i była ale i wszystkie okna pootwierane też więc upał był tan sam jak w zwyczajnym autobusie. Jak dojechałem do Dw. Wileńskiego to poszedłem na Carrefour po coś do picia i wziąłem Nałęczowiankę smakową obeszło się bez kolejek przeszedłem przez kasę samoobsługową. Poszedłem na przystanek i wsiadłem w 162-> EC Siekierki. Wysiadłem na Rozbracie i poszedłem na Legię wyrobić sobie kartę kibica. Zastałem tam grupkę osób przed wejściem wypełniłem ankietę i ustawiłem się w kolejce. Po około 30 minutach  już wracałem z kartą w ręku. Wracałem pociągiem relacji Tłuszcz 17:30 w domu byłem ok. 18:20 po dziesięciu minutach siedziałem na rowerze przejechałem tyle co zawsze choć myślałem, że nie dam rady jak dojechałem do domu tak mi bolały nogi i tyłek od siodełka. A pro po mojego snu, o którym wspominałem śniło mi się, że: stoję na przystanku w Ząbkach p. Warszawska a tu podjeżdża 145 a zanim drugie 145 pierwsze jest przepełnione drugie puste ja patrzę a na światłach stoi następne 145 postanawiam poczekać na te trzecie... A co dalej nie pamiętam. Może to nie jest jakiś super sen ale do koszmarów na pewno nie należy tym bardziej jak się przychodzi od razu przyjeżdżają autobusy? Mogę gdybać 145 zawsze jeździłem do pracy może jechałem na staję. Może to było zapowiedzeniem tego że dziś pojadę na stację właśnie tą drogą tyle,że tu był jeden autobus. A przypomniało mi się to wtedy jak zobaczyłem to skrzyżowanie, kościół, przystanek niczym deja vu.

wtorek, 10 sierpnia 2010

10.08.10

Dziś po przebudzeniu stwierdziłem, że jest coś za cicho ktoś zgasił mi radio czy co? U mnie przez cała dobę gra radio non stop raz ciszej raz głośniej, ale dobra włączę z powrotem lecz wieża nic nie reaguje. Czyżby baterie siadły w pilocie na amen? Mało prawdopodobne raczej nie ma światła jak wstanę to się wszystkiego dowiem. Jak wstałem to okazało się, że w kontaktach też nie ma Światła. Prądu ponoć nie było od 9:30 a włączyli o 13:30. Jak się obudziłem to jeszcze pamiętałem sen który przyśnił mi się minionej nocy. Był to pozytywny sen którym to zamierzałem się podzielić tutaj na forum lecz niestety w przeciągu dnia uleciał mi z głowy. jak mi się przypomni to sobie zapiszę gdzieś i napiszę na blogu. Przeszedłem się z Sarą na spacer do babci dochodząc do furtki puści się deszcz lecz z dążyliśmy uciec do środka. U babci już był sierżant musiał przyjść przed nami ponieważ dopiero woda się na herbatę gotowała. Już po 5 minutach babcia Sarą poszły oglądać telewizor ja zostałem w kuchni ze Staśkiem wysłuchując ja kto on by zrobił, gdzie on to nie pracował, i z kim nie pił i nie siedział - Jednym słowem najmądrzejszy ze wszystkich. Po wyjściu Staśka do domu babcia oznajmiła że mam do niego cierpliwość, bo ona nie może go słuchać.Babcia odgrzała jeszcze mi pierogi z mięsem, które specjalnie trzymała aż przyjdę. W drodze powrotnej zaszliśmy do sklepu po Lay' sy Appetite ponieważ miałem na takie ochotę. Po przyjściu do domu czekał na nas obiad lecz ja z Sarą podziękowaliśmy za niego. Ja postanowiłem wyjść na rower tyle, że dziś na krótszą trasę. Do dzisiaj odczuwam swoje gnaty od niewygodnego siedzenia na rowerze po wczorajszym. Dziś przejechałem swój standard. Jak przejeżdżałem przez Wolę to za ladą stała pani Kujawa, która też mnie dostrzegła i odpowiedziała na moje skinienie głową. Dziś jakoś dziwnie pusto było w tym sklepie i na podjeździe ani jednej osoby. Po drodze minąłem trzy pary dziewczyn jedne w Woli przy skręcie na Emilianów, drugą w Kruszu na rowerach jechały z naprzeciwka, i w Ostrówku na chodniku stały jakieś z rowerami. Dlaczego o tym wspominam, gdyż miałem wrażenie przejeżdżając koło każdej z tych par, że zwracają na mnie uwagę, może dziwnie wyglądałem czy co? Lecz mimo wszystko nie odważyłem się zagadać do żadnej z nich.
Anka jakoś dziwnie się do mnie przymila. Ostatnio chciała ze mną wyjść na rower, dziś chciała się przytulać. Ja jak zwykle wykazuję się brakiem uczuć i szorstkością. Jutro chce ze mną jechać do Warszawy. Jakoś krócej czasu spędza z Sarą niż jeszcze parę lat temu. Coraz mniej się rozumieją? Sara natomiast też woli ze mną wyjść czy jechać do sklepu. Dlaczego? Może dobrze, że chociaż siostry chcą ze mną gdzieś wyjść tyle że ich nie trzeba zdobywać.

poniedziałek, 9 sierpnia 2010

09.08.10

Dziś miałem jechać do Warszawy z Sarą lecz jakoś nie wyszło może w środę wypali choć i to nie wiadomo, gdyż Sarah umówiła się z Kamilem. Anka się wyparła zmywania zresztą jak zwykle więc ja oczywiście musiałem to zrobić. Po obejrzeniu W11 poszedłem skosić trawę z drugiej strony podwórka. Zjadłem coś i pojechałem na co wieczorną przejażdżkę rowerową po okolicy. Najpierw zajechałem do babci, która poczęstowała mnie ogórkową i herbatą. Po 40 minutach ruszyłem w dalszą drogę w stronę Zabrańca. Wracałem przez Wołomin i Klembów. Wyszło jakieś 40 kilometrów. W między czasie jeszcze 3 razy dzwoniła do mnie mama, która nie mogła się mnie doczekać z obiadokolacją. Następnie usiadłem przed telewizorem w oczekiwaniu na "Dr House" dwa odcinki na TVN w między czasie oglądając transmisję manifestacji przed Pałacem prezydenckim na TVN Warszawa. Moim zdaniem śmiechu warte czy to manifestacja czy to całodobowe czuwanie pod krzyżem. I jak już wcześnie wspomniałem utwierdzam się w przekonaniu, że Polska to "dziki" kraj. Aha dziś jeszcze umówiłem się do fryzjera, gdyż posiadam kupon z www.citydeal.pl do HAIR CLUB WARSAW o wartości 180zł za 70zł do zrealizowania w ciągu 6 miesięcy od daty zakupienia. W cenie mieści się podwójne mycie głowy, strzyżenie, modelowanie, mini-rytuał karestase, porada stylisty. Dziś natomiast zadzwoniłem i postanowiłem umówić się na początek września przed wyjazdem do Monachium. Pierwszy raz... przepraszam drugi raz mam przyjemność być w salonie fryzjerskim z prawdziwego zdarzenia. Po raz pierwszy byłem w Bawarii na koszt cioci 40€ to i tak po znajomości.

niedziela, 8 sierpnia 2010

08.08.10

Dziś po przebudzeniu się zjedzeniu śniadania oznajmiłem, że idę do sklepu kupić sobie Tyskie. W sumie na co dzień nie żłopie tego piwa i jak raz w tygodniu sobie kupie to nic się nie stanie. Mama zrobiła minę, ale nic nie powiedziała dodała jeszcze, żeby kupić jajka po czym zaraz zrezygnowała. Siostra dorzuciła papier toaletowy, który pozostał na liście zakupów. Po powrocie ze sklepu Sarah już wychodziła do babci powiedziałem żeby poczekała chwilę to pójdę z nią. Szybko zamieniłem koszulę z długim na krótki rękaw. Po czym wyszedłem do niej i poszliśmy razem do babci. Najpierw zaszliśmy do Sierżanta na kawę Sarah trochę posiedziała po czym poleciała bawić się z psem. Ja jak zwykle dyskutowałem ze Staśkiem o polityce, sporcie i psach. U babci pooglądaliśmy "Winnetou" po czym wróciliśmy do domu na obiad. Po obiedzie poszliśmy we trójkę - ja, Anka i Sarah do kościoła. Od samego wejścia spotkały się nasze spojrzenia. Kościół był niemal pusty w ławkach siedziały pojedyncze podwójnie osoby i w jednej z tych ławek siedziała właśnie ona. Ta o której nie potrafię zapomnieć, z którą chciałbym być, ta która podoba mi się od samego gimnazjum. Najbardziej zapamiętałem ją jak miała ciemne włosy lekko za ramiona właśnie takie jak dzisiaj, a pisze dlatego że najlepiej w takich ponieważ w międzyczasie jeszcze prze farbowała się na bląd. Lecz najbardziej podobają mi się jej brązowe oczy. Ja zamiast skorzystać z okazji i usiąść koło niej stanąłem jak wryty i nic nie zrobiłem przestałem całą mszę pod chórem myśląc tylko o niej. Do tej pory nie mogę przestać o niej myśleć. A jej imię brzmi: Magda. Teraz to się wściekam sam na siebie, że jestem takim tchórzem, że nie potrafię podejść do dziewczyny, która mi się podoba, a właściwie wyłącznie do takich nie potrafię się zbliżyć na odległość 2m. Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa...
Po mszy postanowiłem przejechać się na rowerze chociaż na małą rundkę i przejechać swoje minimum, czyli 25 km. Po drodze w Szczepanku pod sklepem spotkałem Więcha z kumplami pijącego browar. Z początku mnie nie poznał w okularach. Przywitałem się zamieniłem parę słów i ruszyłem dalej w stronę Międzylesia. Do domu dotarłem o zmroku już po zachodzie słońca, ale jeszcze nie było całkowicie ciemno było ok. 20:40.

sobota, 7 sierpnia 2010

07.08.10

Dzisiaj był kurs do Warszawy na Port Lotniczy im. Fryderyka Chopina po Sarah. Wyjechaliśmy można powiedzieć idealnie,  gdyż zajechaliśmy bardzo punktualnie. Niestety, aż tak punktualny nie okazał się samolot Augsburg Airways partner Lufthansy. Augsburg Airways posiada tabor o bardzo dużych gabarytach bodajże pierwsze 7 rzędów są podwójne kolejne następne potrójne. Ja już miałem dwu lub trzy krotnie przyjemność lecieć takim "czarterem" liczącym chyba ponad 100 - 120 osób na pokładzie. Opóźnienie samolotu wyniosło ponad 30 minut planowo miał wylądować o 16:15 a wylądował o 16:49. Z nudów postanowiliśmy się przejechać i pozwiedzać miasto. Anka zaczeła marudzić, że jest głodna i chce sobie coś kupić więc i mi się dostało zajechaliśmy do McDonald' sa po cheesbuergera dla każdego po jednym. Ja wziąłem jeszcze sobie średnią Coca Colę. Po chwili ruszyliśmy dalej z powrotem na lotnisko na Terminal 2. Byliśmy 5 minut po wylądowaniu lecz wyjść z samolotu i dojść do taśmy wydającej bagaże to jakieś 5 - 7 minut. Natomiast oczekiwanie na bagaż ponad 20 minut. Po ok. 30 minutach wyszła Sarah z bagażem wyrośnięta, wymalowana, uśmiechnięta. Po drodze mijaliśmy co raz to bardziej rozbudowane rondo KOMETA, na którym ciężko się połapać gdzie jak w którą stroną odbić. Puki nie skończą budowy tego ronda trzeba za każdym razem patrzeć na znaki kierujące to raz na Lublin, Terespol - ul. Płowiecka albo na Grochów, Praga północ - ul. Grochowska lub na Rembertów, Wawer - ul. Marsa, Trasa siekierkowska, ul. Ostrobramska, - ul. Ostrobramska po czym się rozwidla na lewo Trasę Siekierkowską i na prawo Ostrobramską przynajmniej tak jest dzisiaj. Jest to a raczej będzie największe rondo w Europie, a w dodatku w środku miasta.
Otworzyli stadion Legii z trasy Łazienkowskiej prezentuje się nieźle. Dziś odbywał się pierwszy mecz po remoncie tego obiektu. Legia Warszawa - Arsenal Londyn 5:6. Trzeba jeszcze dobudować z jednej strony trybunę i już będzie całość na picuś glancuś.
Babcia dziś dała ogórki kiszone, które sama zrobiła. są przepyszne palce lizać.

piątek, 6 sierpnia 2010

Burza - huragan

Cały wczorajszy plan szlak trafił. Nie zrobiłem nic. Z samego rana przyjechał dziś kolega do siostry potem ok 14 - 15 pojechaliśmy do W-wy rozejrzeć się za telefonem dla Anki oraz wybrać jakieś meble na taras. Dłuższym wybieraniu szukaniu, zastanawianiu się czy Sony Ericsson K850i czy SE C905. Ja się zająłem oglądaniem telewizorów wytypowałem jednego LED-a w Makro z 2100 i jednego LCD w RTVEUROAGD za 1890 oba 32 cale. Muszę jeszcze zobaczyć w Media Markt po ile są i jakie. W Makro kupiłem sobie zgrzewkę swojego ulubionego, niebieskiego izotoniku na kilkunasto, kilkudziesięcio kilometrowe wycieczki rowerowe. Mama powiedziała, że jak kupię sobie telewizor do pokoju to już przez cały dzień nie wyjdę z niego. Może i racja.
Dziś nie byłem na rowerze gdyż późno wróciłem z Wawy, ale i tak bym nie poszedł, gdyż było tak ciemne niebo granatowe, czarne aż nie naturalnie. W pewnych momentach wycieraczki ledwo nadążały z odprowadzaniem wody z szyb. Prędkość ogólna na trasie z Warszawy do domu nie przekraczała 50km/h a spadała momentami do 30km/h z powodu znikomej widoczności. Na trasie 634 miedzy miejscowościami Stare Grabie a Krzywicą korek? Pozapalane mrugające światła awaryjne i dobijające do nich kolejne samochody. pojawia się wtedy pytanie czy zawracać czy czekać gdyż nie wiadomo co się stało i gdzie? Padał wtedy łagodny deszczyk postanowiłem się wtedy przespacerować do przody i zobaczyć co się stało.  Okazało się też, że za nami stoją sąsiedzi z naprzeciwka. Poszedłem jako jeden z licznych. Stali tam ci którzy wracali do domu albo Warszawiacy którzy wyjeżdżali na weekend poza miasto. Po przejściu ok. 300 - 400 metrów okazało się, że piorun trafił w drzewo i przewalił w poprzek drogi  i niema przejazdu ani w jedną ani w drugą stronę. Na miejscu już były jakieś służby które próbowały usunąć drzewo. wracając miną mnie jakiś samochód z tego co się dowiedziałem był to jakiś gość pracujący w energetyce, który miał ponoć piłę ze sobą. Jak już doszedłem do samochodu to już dojechała straż pożarna i po 5-7 minutach ruszyliśmy dalej. Do domu dojechaliśmy w tym samym czasie co sąsiedzi którzy zawrócili i pojechali przesz Klembów. O dziwo w domu był prąd. Zazwyczaj w taką pogodę zawsze gdzieś jest przerwana linia. Dzisiaj na przykład w Kobyłce nie było prądu  przynajmniej w tej części jak się przejężdżało przez tą miejscowość. Jutro przylatuje siostra cioteczna z Monachium ląduje o 16.15 na okęciu. Wyjadę pewnie po nią z tatą - tak jak zazwyczaj.

czwartek, 5 sierpnia 2010

Kupon na nocleg

Znowu nie wyrobiłem zamierzonego planu który sobie wczoraj wieczorem założyłem, czyli nie umówiłem się do fryzjera - wykupiłem sobie za 70 wart 180zł z podwójnym myciem głowy strzyżeniem modelowaniem i poradą stylisty, nie przedzwoniłem do przychodni przestawić sobie wizyty u dermatologa - mam na 20 a wtedy będę za granicą w Monachium na Octoberfest, nie sprawdziłem gdzie przyjmuje okulista zajmujący się jaskrą - mam podobno coś nie tak. Jestem całkowicie rozbity od kilku dni już prowadzę koczowniczy tryb życia chodzę wstaję ok. 12 zjem ok 13-14 śniadanie zrobię coś pożytecznego albo i nie 16-17 obiad ok. 20-21 kolacja ok. 2-3 ciapię jeszcze drzwiami od lodówki 3-4 usypiam i tak w kółko od paru dobrych dni.
Dziś tuż po północy wykupiłem rodzicom nocleg w Toruniu za 180 wart 360zł w hotelu Solaris *** na Starym Mieście budowanym jeszcze w stylu Renesansowym + rejs po Wiśle. Mama jak na razie jest zachwycona już wcześniej chciała sobie wykupić taki weekend w Krakowie hotel **** tylko przeoczyła a ja nie wiedziałem, że mama pisze się  na takie coś. Za drugim razem oferta dotyczyła Torunia i hotelu 1231 **** lecz do godziny 16 wszystkie kupony się rozeszły. Wiec tym razem od razu wykupiłem po północy aby na pewno zdążyć. Teraz czekam na zakończenie oferty i na przysłanie kupony na pocztę.
Skosiłem trawę na trawnikach przed domem. Jutro o ile nie będzie padało postaram się skosić trawę przed parkanem oraz za domem i zająć się suchymi pnączami dzikich róż które znajdują się na naszym podwórku zapytam się tylko co na ten temat myślą rodzice. Pisze na ten temat, żeby mieć większą determinację w jutrzejszym działaniu.
Sprawdziłem dziś skrzynkę pocztową z myślą, że w końcu przyszło to świadectwo pracy z Krakowa lecz nic takiego nie znalazłem. Wsiadłem na rower pojechałem na Wolę wyszło dzisiaj też ok 25 kilometrów. W sklepie na Woli spotkałem siostrę Karola - Martę.

środa, 4 sierpnia 2010

Kumpel z liceum

Znowu ta monotonia przez cały dzień przesiedziałem przed kompem i telewizorem. Wieczorem dopiero wyszedłem na rower zrobiłem ok. 25km wracając już do domu minął mnie żółty motocykl HONDY na odcinku trasy 634 poczym zatrzymał się koło cmetarza. Po zdjęciu kasku okazało się że to kumpel z liceum - Karol. Tak samo nie może sobie znależć miejsca jak ja nie ma obecnie roboty a z dziewczyną zerwał. Promieniuje od niego niesamowita pozytywna energia, że odrazu potrafi naładować drugiego człowieka pozytywnie do świata. Około godziny 23. zadzwinił zpytał się odrogę do Janowa...? Rudy Janowskiej...? Jakoś tak? Sprawdziłem odrazu i pokierowałem. Mam nadzieję że trafi, że dobrze i jasno się wysłowiłem. Takie rzeczy pokazują że jestem jeszcze komuś potrzebny i jeszcze komuś potrafę pomóc.
Po raz kolejny odniosłem porażkę. Na portalu randkowym wysłałem do kolejnej osoby i po raz kolejny nie dostałem odpowiedzi. Z tego co zdążyłem się zorientować to trzeba być miłym, sympatycznym, MIEĆ TO COŚ, mieć dobry tekst - nie banalny, w miarę wyglądać itp. Dwukrotnie organizowałem jakieś wyjście raz do teatru raz do kina nikogo chętnego, a raczej żadna chętna się nie znalazła. Najprawdopodobniej w nie długim czasie usunę konto na tym i innych tego rodzaju portalach, gdyż takie zabieganie o czyjeś względy nie ma sensu przynajmniej o kilka kont mnie do logowania. Tyle, że będę musiał przełamać swoje tchórzostwo i podejść do jakiejś dziewczyny no i nie spalić tego. Po czym też nie wiadomo jaki będzie dalszy przebieg wydarzeń. Prawdopodobnie kolejny kosz tyle, że to bardziej.... upokarzające, powiększające jeszcze wielkość mojej porażki i tego co jestem wart. Zalecanie się na jawie potrafi być dużo boleśniejsze niż wirtualna odmowa. Może kiedyś się uda. Grunt to dążyć do określonych sobie celów i nie zniechęcać się.

wtorek, 3 sierpnia 2010

Pseudo "Obrońcy krzyża"

Dziś kolejny rozwlekły, nudny dzień - od dwóch  dni jestem bezrobotny dla nie wtajemniczonych nie przeszedłem badań okresowych od lekarza medycyny pracy od której decyzji się odwołałem lecz i to mi nic nie dało gdyż w Wojewódzkim Ośrodku Medycyny Pracy podtrzymali decyzję. Siłą rzeczy musiałem dostać wypowiedzenie. Czekam teraz na świadectwo pracy które ma przyjść pocztą z Krakowa, dzięki któremu będę mógł się zarejestrować jako bezrobotny w UP. Po trzech latach pracy na BP dostałem wypowiedzenie teraz to do mnie dociera dwa tygodnie temu jeszcze nie mogłem w to uwierzyć mimo, że nie by to praca moich marzeń.
Jednym z najciekawszych widowisk do dzisiejszego dnia zalicza się walka o krzyż stojący przed Pałacem Prezydenckim zastanawia mnie tylko kto i o co walczy? Gdyż! Krzyż został postawiony przez harcerzy - tymczasowo i oni są właścicielami i oni decydują co z nim dalej zrobić. Księża.  Chcieli zabrać tam gdzie powinien się znajdować, poświęcić, zabrać w miejsce gdzie znajdują się tego typu symbole zamiast ustawienia go na czyimś terenie. Protestujący. Podobno katolicy. O ile mi wiadomo katolik nie wyzywa innych ani tym bardziej duchownych, oni nie walczyli o krzyż ale krzyżami - krzyżacy. Garstka społeczeństwa, która została nastawiona przez PiS i Radio Maryja zupełnie jak Zombi które miało za wszelką cenę nie dopuścić do przeniesienia symbolu. Kiedy jedni zawzięcie walczyli przywiązując się do krzyża i krzycząc i rzucając obelgami parę metrów dalej w Kościele Św. Anny odprawiała się Msza za ofiary poległe w katastrofie smoleńskiej (Kościół był pusty)- Co jest ważniejsze Msza Święta czy zażarta walka o krzyż musi stać w tym a nie w innym miejscu? Zaczynam się utwierdzać w przekonaniu, że Polska to dziki kraj. Moim zdaniem przeniesienie tego krzyża powinno odbyć się w nocy po cichu nie informując nikogo ok. 2-3 kiedy tam tylko stróżuje parę osób. To są ludzie niezrównoważeni psychicznie i im nie da się przetłumaczyć i niestety będzie trzeba użyć sposobu lub siły.

Wstęp

Nazywam się Tomasz. Na wstępie chciałbym wszystkich przywitać zarówno czytelników mojego bloga jak i tych którzy znaleźli się tutaj przypadkowo. W tym blogu będziecie mogli znaleźć informacje na mój temat, to co myślę, czuję oraz zapoznać się z moimi poglądami. Będę starał się prowadzić blog w formie dziennika robiąc wpisy codziennie przynajmniej takie jest założenie, a jak wyjdzie w praktyce to się okaże. Chętnie zapoznam się z waszymi komentarzami co wy myślicie na dany temat, czy podoba wam się mój blog, czy się ze mną zgadzacie czy też nie.

Pozdrawiam Tomasz