piątek, 13 sierpnia 2010
13.08.10
Dziś jakoś nie mam weny twórczej do pisania co dziś się wydarzyło. Pisanie takiego posta zajmuje mi średnio ok. godziny. Napisanie to pryszcz najgorzej jak trzeba go prze redagować, żeby sensowne i logiczne powychodziły moje myśli. Literówki i błędy ortograficzne to jest porażka totalna niemalże w każdym zdaniu musi się coś znaleźć. Wracając do dnia dzisiejszego to nic specjalnego się nie wydarzyło wstałem o 11. Wyszykowałem się i po 12 wyjechaliśmy wszyscy do Warszawy. Celem była Arkadia. Dziewczyny wysiadły pod Arkadią natomiast tata pojechał ze mną do NFZ przy Chałbińskiego, żebym wyrobił sobie Europejską Kartę Zdrowia na czas wyjazdu do Monachium. Zeszło man się z 30 - 40 minut. Organizację trzeba im przyznać mają na wysokim poziomie przez co nie ma, aż tak dużych kolejek. Ja miałem numerek C603 a był obecnie obsługiwany C970 jakoś tak. Po 8 - 10 minutach przejechaliśmy z powrotem do Arkadii. Światła nam sprzyjały, a specjalnego ruchu w mieście nie było widać. To zapewne ze względu na jeszcze trwające wakacje. W centrum handlowym poszliśmy do Sklepu Firmowego Ery, aby zdjąć z babcinego telefonu sim locka. Tu niby organizacja też jest z numerkami, ale i nie tylko?! Okazało się że jest pani która wie jeszcze więcej - typowa straganiara. Tego numerka 006 nie ma i tego 1040 też nie ma, a numerek 1041 to mojej córki a 1042 to mój numer po czym zaczął panować totalny chaos na tablicy z numerkami, gdyż już sami sprzedawcy zgłupieli i nie wywoływali tyko ta pani zarządzała na podstawie własnych informacji. Jakaś paranoja! Co za stara, rozdarta przekupa. Ja miałem 1043 numer. Następnie poszliśmy do Saturna rozglądając się za nowym TV najkorzystniej kupić LED. Mi się jeden podobał 37" do dużego pokoju Samsung za 3500 PLN a jutro wszystko jest bez VAT-u więc by wyniosło jakieś 2800. Oraz taki 32" Sony czy Samsung nie pamiętam do mojego pokoju też LED za 2500 a bez VAT-u to 1950. do jutra. Jeszcze muszę to przemyśleć i jutro prze dyskutować z rodzicami. Następnie poszliśmy do Empiku po siedzieliśmy z parę minut i mama z Anią i Sarą wróciły. W drodze powrotnej jechaliśmy przez Most Grota. Po drodze zajechaliśmy do Ikei na obiad. Wzięliśmy tam 5x klopsiki szwedzkie i picie dla mnie. Za jechaliśmy do M1, ponieważ Ania nie dawała spokoju z Kartą Kibica Legii - zagorzały kibic, że mmmmmmmmmm... przy okazji namówiła tatę, żeby i on sobie wyrobił. Oczywiście kartę to chciała, ale poprosić o wniosek to już się wstydziła. Była tam spora kolejka mama poszła do Reala. Ja z Sarą czekaliśmy na ławce, a naste pnie poszliśmy do Media Markt pooglądać telewizory. W sumie to samo co w Saturnie. Sara koniecznie chciała palić i ciągle chodziła zła. A w szczególności, że po jedzeniu nie może sobie swobodnie zapalić. Dopiero jak wróciliśmy do domu zaczęło spieszyć jej się na spacer do babci. Natomiast tata jeszcze szykował aparat - wkładał kartę sim do babci telefonu, przyklejał jakąś część. Babcia zadowolona już, że nie musi doładowywać co miesiąc lub mieć nieczynnego telefonu. Sierżant natomiast rozważa przeniesienie do Playa ma na koncie ponad 300 zł i musi doładowywać. Posiedzieliśmy u babci parę minut i wróciliśmy Sara standardowo po drodze wykotłowała 2 szlugi L&M czerwonych. Ania woli przebywać ze mną niż z Sarą prze siaduje całymi wieczorami puki niemalże nie uśnie. Może okres przejściowy?
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz