Dziś obudziły mnie dzwony - jak zawsze mama była akurat w pokoju chyba wchodziła ale powiedziała, żebym dalej spał. Spojrzałem na zegarek była 9:00 Dzwony biły pół godziny przed Mszą. Przewaliłem się na drugi bok i poszedłem dalej spać. Następne przebudzenie było po 11 z gorąca się wierciłem. Lecz nie chciało mi się dalej wstać. Wstałem jak usłyszałem w radiu: "Minęła właśnie..." w tym momencie zaczynają bić dzwony za oknem "...12 w Radiu ZET" i tak co dzień. Zjadłem śniadanie, trochę się poszwendałem po domu i babcia przyszła. Sara jeszcze spała. Wstała jak babcia weszła do pokoju i powiedziała, żeby się w końcu zwlokła. Było ok. 13:30. Posiedziała trochę i poszła. Sara ubrała się, wypindrzyła po czym stwierdziła, że idzie na spacer - pewnie zapalić. Nie było jej z parę dobrych godzin. Podobno była u babci i oglądała filmy jak byliśmy mali, moją pierwszą komunię.
Po przekładałem parę rzeczy poukładałem w segregatorze. Prze sortowałem płyty które zostawić, a które wyrzucić. Przy najmniej ich część. Zrobiłem prządek na szafce nocnej i niemalże przy tej przy drzwiach zostały tam szczątkowe rzeczy do przepatrzenia i można zatrudniać już Ankę do przecierania z kurzu tych szafek. Mama rano powiedziała, że nie widać efektów mojego sprzątania. Dopiero po zajrzeniu do szafek zmieniła zdanie. Mama też jest z tego zadowolona, gdyż nie mogła mnie doprosić od trzech lat żebym posprzątał gruntownie pokój. Siostra stwierdziła, że większy rygor kładę przy sortacji ubrań niż ona.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz