wtorek, 17 sierpnia 2010

17.08.10

Zaczęło się jak zawsze. Niewinnie. Parę minut po południu zadzwonił telefon odebrała mama. Jakiś czas po skończonej rozmowie oświadczyła, że dzwoniła ciocia Ninka i prosiła żebym wpadł wieczorem i zobaczył komputer jej i Agnieszki. Do wieczora próbowałem sprzątać lecz z marnym skutkiem. Po piątej wykąpałem się wyszykowałem zjadłem i pojechałem do Przyłuckich. Czekały tam dwa nowe laptopy na zainstalowanie Microsoftu, Northona oraz paru programów potrzebnych do pracy. Dostosowałem też pulpit oraz wielkość obrazu do potrzeb użytkowniczek, które skończyły niedawno kurs komputerowy sfinansowany przez Ryśka. Skończyłem przed 23:00, a ciocia jutro jeszcze idzie do ośrodka zbadać krew. Ma też pojechać do Kołbieli. A wieczorem mam wpaść jeszcze wpaść na chwilę i zobaczyć czy wszystko działa zgodnie z planem i czy jeszcze coś podkręcić i poprawić. Przy wyjściu jeszcze dostałem wciśniętą na siłę łapówkę od cioć w podzięce. Twierdziły, że to symboliczna kwota. Podziękowałem i schowałem skrępowany do kieszeni. W domu okazało się, że to nie znów taka symboliczna lecz jak dla mnie wręcz pokaźna kwota, gdyż suma banknotów w kopercie była równa 200 zł. Mama jak się dowiedziała to się mocno zezłościła.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz