czwartek, 19 sierpnia 2010

19.08.10

Dziś usnąłem standardowo ok. czwartej nad ranem. Tyle, że niestandardowo wstałem, gdyż o szóstej. Sara spała trzydzieści minut, gdyż czuwała całą noc bojąc, się że zaśpi i nie pojedzie po mamę na lotnisko. Ania zapierając się jeszcze wczoraj twardo, że jedzie po ciocię poszła ok. 23:00 spać i wstała najwcześniej tyle, że rano się wycofała i nie pojechała do Warszawy. Moja wieża dziś załączyła się o 5:59. Wstałem z łóżka jak skończyły się wiadomości w radiu i poszedłem wziąć prysznic. O 7:00 wszyscy co mieli jechać byli już gotowi. Wyjechaliśmy zgodnie z planem do Zielonki jechaliśmy bez zastrzeżeń. Z każdą minuta było co raz gorzej. Tuż za rondem na Żołnierskiej zaczęliśmy się niemalże czołgać, ponieważ jedni skręcają na osiedla w Ząbkach, a drudzy którzy stanowili większość wyjeżdżali z nich zapewne do pracy. Przez co się robiło tak ciasno na drodze. Po przejechaniu tego odcinka zrobiło się od razu luźniej. Następne wąskie gardło zrobiło się na moście na Trasie Łazienkowskiej gdzie postaliśmy kolejne minuty. Przejeżdżając most zadzwoniła ciocia z informacją, że już wylądowała, a co więcej odebrała bagaż i czeka na nas. Była godzina 8:02 na zegarku. Okazało się, że samolot leciał pusty i prze to lot trwał 1:15 bagaże od razu na taśmie wylądowały i ciocia musiała niestety na nas poczekać. Musieliśmy się przeciągnąć, aż do pomnika Lotnika a następnie przez całą Żwirki i Wigury przez co nabraliśmy 35 minutowego opóźnienia. Po zajechaniu do Portu lotniczego im. Fryderyka Chopina tata wysadził mnie przy starym terminalu na przystanku autobusowym, po czym pojechał zrobić kółko. Ja wbiegłem na poczekalnię dla pasażerów lecz cioci nie dostrzegałem nigdzie. Przeszedłem dookoła zerkając na tablicę przylotów. Samolot Lufthansy z Monachium wylądował o 7:50. przeszedłem więc jeszcze raz pół okrążenia w poszukiwaniu cioci w Empikach i kawiarniach. I znalazłem w jednej z nich była ciocia siedziała przy kawie w oczekiwaniu na nas. Ucieszyła się na mój widok. Powiedziała, że nie mogła się do czekać, ponieważ jest już trochę głodna chciał a zjeść ciastko z kawą lecz ciastko było ohydne a kawę jakoś zniosła choć też do najlepszych nie należała. Nie byłaby może taka głodna, gdyby nie przespała kanapki w samolocie. Zaraz wyszliśmy z poczekalni a tata podjechał na przystanek i zapakowaliśmy walizkę, a Sara z tatą przywitali się z moją chrzestną. W drodze powrotnej zajechaliśmy jeszcze po jakieś specjalistyczne środki czystości do szkoły. Ciocia chciała zajechać po farbę do włosów by móc zafarbować swe odrosty. Niestety sklep fryzjerski jest otwarty od 10 a my byliśmy ok. 9:20 wiec nie opłacało nam się czekać pojechaliśmy do domu na śniadanie. Zjedliśmy wspólny posiłek po czym mnie i chrzestną odwieziono do babci. Natomiast Ania, mama i tata pojechali do Wołomina do Lidla. Posiedzieliśmy u babci trochę wysłuchaliśmy mądrości Staśka - wszystko co w telewizji leci. Ciocia poszła się na 1h zdrzemnąć natomiast ja oglądałem TV. Następnie poszliśmy do sklepu po kawę rozpuszczaną, wodę niegazowaną, ciastka do kawy.Następnie zanieśliśmy do babci zakupy i poszliśmy do nas na kawę. Obmyślaliśmy jak juto zrobić czy iść do kina czy ciocia pojedzie po kosmetyczce z mamą do Galerii Mokotów i niech lepiej same sobie pochodzą. Na co do kina?  Stanęło na "Incepcji" na którą mamy iść w sobotę. Z ciocią Ninką i z ciocią Agnieszką umówię się na inny termin pasujący. Sara kolejny dzień z rzędu siedzi u Bartka. Odprowadzając Jolę do babci ciocia dojrzała ją w parku. Poznała ją po charakterystycznej białej torbie. Chciała zadzwonić więc użyczyłem telefonu, by sprawdziła z ciekawości. I nie myliła się to była  Sara. Była bardzo zdziwiona nie zorientowała się że jest obserwowana dopiero jak ciocia podała dokładną swoją lokalizację to nas zauważyła.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz