piątek, 6 sierpnia 2010

Burza - huragan

Cały wczorajszy plan szlak trafił. Nie zrobiłem nic. Z samego rana przyjechał dziś kolega do siostry potem ok 14 - 15 pojechaliśmy do W-wy rozejrzeć się za telefonem dla Anki oraz wybrać jakieś meble na taras. Dłuższym wybieraniu szukaniu, zastanawianiu się czy Sony Ericsson K850i czy SE C905. Ja się zająłem oglądaniem telewizorów wytypowałem jednego LED-a w Makro z 2100 i jednego LCD w RTVEUROAGD za 1890 oba 32 cale. Muszę jeszcze zobaczyć w Media Markt po ile są i jakie. W Makro kupiłem sobie zgrzewkę swojego ulubionego, niebieskiego izotoniku na kilkunasto, kilkudziesięcio kilometrowe wycieczki rowerowe. Mama powiedziała, że jak kupię sobie telewizor do pokoju to już przez cały dzień nie wyjdę z niego. Może i racja.
Dziś nie byłem na rowerze gdyż późno wróciłem z Wawy, ale i tak bym nie poszedł, gdyż było tak ciemne niebo granatowe, czarne aż nie naturalnie. W pewnych momentach wycieraczki ledwo nadążały z odprowadzaniem wody z szyb. Prędkość ogólna na trasie z Warszawy do domu nie przekraczała 50km/h a spadała momentami do 30km/h z powodu znikomej widoczności. Na trasie 634 miedzy miejscowościami Stare Grabie a Krzywicą korek? Pozapalane mrugające światła awaryjne i dobijające do nich kolejne samochody. pojawia się wtedy pytanie czy zawracać czy czekać gdyż nie wiadomo co się stało i gdzie? Padał wtedy łagodny deszczyk postanowiłem się wtedy przespacerować do przody i zobaczyć co się stało.  Okazało się też, że za nami stoją sąsiedzi z naprzeciwka. Poszedłem jako jeden z licznych. Stali tam ci którzy wracali do domu albo Warszawiacy którzy wyjeżdżali na weekend poza miasto. Po przejściu ok. 300 - 400 metrów okazało się, że piorun trafił w drzewo i przewalił w poprzek drogi  i niema przejazdu ani w jedną ani w drugą stronę. Na miejscu już były jakieś służby które próbowały usunąć drzewo. wracając miną mnie jakiś samochód z tego co się dowiedziałem był to jakiś gość pracujący w energetyce, który miał ponoć piłę ze sobą. Jak już doszedłem do samochodu to już dojechała straż pożarna i po 5-7 minutach ruszyliśmy dalej. Do domu dojechaliśmy w tym samym czasie co sąsiedzi którzy zawrócili i pojechali przesz Klembów. O dziwo w domu był prąd. Zazwyczaj w taką pogodę zawsze gdzieś jest przerwana linia. Dzisiaj na przykład w Kobyłce nie było prądu  przynajmniej w tej części jak się przejężdżało przez tą miejscowość. Jutro przylatuje siostra cioteczna z Monachium ląduje o 16.15 na okęciu. Wyjadę pewnie po nią z tatą - tak jak zazwyczaj.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz