niedziela, 8 sierpnia 2010

08.08.10

Dziś po przebudzeniu się zjedzeniu śniadania oznajmiłem, że idę do sklepu kupić sobie Tyskie. W sumie na co dzień nie żłopie tego piwa i jak raz w tygodniu sobie kupie to nic się nie stanie. Mama zrobiła minę, ale nic nie powiedziała dodała jeszcze, żeby kupić jajka po czym zaraz zrezygnowała. Siostra dorzuciła papier toaletowy, który pozostał na liście zakupów. Po powrocie ze sklepu Sarah już wychodziła do babci powiedziałem żeby poczekała chwilę to pójdę z nią. Szybko zamieniłem koszulę z długim na krótki rękaw. Po czym wyszedłem do niej i poszliśmy razem do babci. Najpierw zaszliśmy do Sierżanta na kawę Sarah trochę posiedziała po czym poleciała bawić się z psem. Ja jak zwykle dyskutowałem ze Staśkiem o polityce, sporcie i psach. U babci pooglądaliśmy "Winnetou" po czym wróciliśmy do domu na obiad. Po obiedzie poszliśmy we trójkę - ja, Anka i Sarah do kościoła. Od samego wejścia spotkały się nasze spojrzenia. Kościół był niemal pusty w ławkach siedziały pojedyncze podwójnie osoby i w jednej z tych ławek siedziała właśnie ona. Ta o której nie potrafię zapomnieć, z którą chciałbym być, ta która podoba mi się od samego gimnazjum. Najbardziej zapamiętałem ją jak miała ciemne włosy lekko za ramiona właśnie takie jak dzisiaj, a pisze dlatego że najlepiej w takich ponieważ w międzyczasie jeszcze prze farbowała się na bląd. Lecz najbardziej podobają mi się jej brązowe oczy. Ja zamiast skorzystać z okazji i usiąść koło niej stanąłem jak wryty i nic nie zrobiłem przestałem całą mszę pod chórem myśląc tylko o niej. Do tej pory nie mogę przestać o niej myśleć. A jej imię brzmi: Magda. Teraz to się wściekam sam na siebie, że jestem takim tchórzem, że nie potrafię podejść do dziewczyny, która mi się podoba, a właściwie wyłącznie do takich nie potrafię się zbliżyć na odległość 2m. Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa...
Po mszy postanowiłem przejechać się na rowerze chociaż na małą rundkę i przejechać swoje minimum, czyli 25 km. Po drodze w Szczepanku pod sklepem spotkałem Więcha z kumplami pijącego browar. Z początku mnie nie poznał w okularach. Przywitałem się zamieniłem parę słów i ruszyłem dalej w stronę Międzylesia. Do domu dotarłem o zmroku już po zachodzie słońca, ale jeszcze nie było całkowicie ciemno było ok. 20:40.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz