Dziś była ciężka noc nie mogłem zasnąć przewracałem się z boku na bok z częstotliwością 10 minut i tak do rana patrząc na zegarek jak się wlecze czas. Żeby tego było mało miałem nastawiony budzik na 6:59 ponieważ dziś chciałem pojechać do Urzędu pracy by w końcu się zarejestrować. Wszystko miałem wszystkie dokumenty lecz termin na odbiór dedycji wyznaczono na 16.09. Ja zastrzegłem, że nie ma mowy bo nie dam rady, gdyż będę za granicą. Więc się znowu rejestracja przesunęła w czasie. Przed wyjazdem się dowiem ile trzeba czekać na decyzję. Po powrocie do domu zjadłem coś po czym pojechałem odwieźć ciocię i Sarę na lotnisko. Ciocia w Wołominie przypomniała sobie, że nie wzięła swojej skórzanej kurtki. Lecz się nie zawracaliśmy. Na miejscu byliśmy 11:45 planowo powinny odlecieć 13:05. Zaczekowały się oddaliśmy bagaże po czym się pożegnaliśmy. Wracając do domu zajechaliśmy do galerii Mokotów. Wcześniej jeszcze szukaliśmy kawiarni do której mam kupony lecz niestety jej nie znaleźliśmy. W galerii zaszliśmy do KFC coś zjeść. Potem ja posiedziałem trochę w Empiku i w Coeffee Haeven. W Empiku przy wyjściu zapiszczały jeszcze bramki. Kompromitująca sprawa robią z ciebie złodzieja. Pokazałem co mam. Ochroniarz rozmagnesował gazetę i poszedłem dalej. Zadzwoniłem do mamy i zapytałem czy jeszcze długo mama powiedziała, żeby przyjść pod Zarę i zaraz wyszła i pojechaliśmy do domu. Po drodze zajechaliśmy po tatę do szkoły. W domu w końcu odetchnąłem. Byłem tak zmęczony i nogi jakoś mnie bolały, że od razu usnąłem. Nastawiłem sobie budzik na 18:00. Niestety mino wielkich chęci nie przywitałem Mariki i Maćka przylatujących z Rzymu. Mieli lądować o 17:35 na Okęciu lecz to zbyt długi czas między tymi dwoma lotami - cioci wylotem a ich przylotem. A jeszcze nie czułem się na siłach. Jak wstałem to postanowiłem się przejechać rowerem chociaż trochę do Klembowa i wrócić przez Lipkę, aby się ruszać - nie siedzieć w domu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz